
Zmiany w historii ludzkości następowały wtedy, kiedy ruszał tłum, ten poza elitami. Elity są zachowawcze: „niech będzie tak, jak jest, my mamy swoje miejsce blisko władzy.”
Wiele przełomów zaczynało się wtedy, gdy do działania wchodziły nie same elity intelektualne czy polityczne, lecz szerokie grupy społeczne — ludzie wcześniej pozbawieni głosu, wpływu albo nadziei na zmianę (sic!!)
Elity najczęściej bywają zachowawcze, ponieważ mają coś do stracenia: pozycję, bezpieczeństwo, dostęp do władzy, prestiż. Nawet jeśli dostrzegają kiepska sytuację w kręgach władzy, wolą status quo.
Tak było podczas Rewolucji Francuskiej, gdy mieszczaństwo i lud Paryża wymusiły przemiany, których sama arystokracja (czytaj elita blisko władzy, bywalcy spotkań, przyjęć na dworze etc) nigdy by nie przeprowadziła. Podobnie w czasie Rewolucji 1917 roku w Imperium Rosyjskim etc, etc
Elity — polityczne, ekonomiczne, medialne czy religijne — posiadają narzędzia wpływu na sposób myślenia społeczeństw. Kontrolują język debaty, edukację, symbole, media, instytucje prestiżu. Dzięki temu mogą kształtować wyobrażenie o tym, co „normalne”, czy „rozsądne”, co „powinno zostać, bo dobrze jest tak, jak jest”. Każda sytuacja to walka o język opisu rzeczywistości: kto ma wpływ na media, ten ogłasza postprawdę i zdobywa wpływ na zbiorową wyobraźnię.
Ludzie bardzo często nie analizują sytuacji samodzielnie nie dlatego, że „nie potrafią myśleć”, ale dlatego, że życie społeczne wymaga skrótów. Człowiek nieustannie funkcjonuje pod presją czasu, emocji, lęku, potrzeby przynależności (!!). W takich warunkach łatwiej zaufać gotowej interpretacji niż budować własną. W grupie jednostka traci część indywidualnego krytycyzmu, bo bezpieczeństwo daje jej poczucie wspólnoty, przynależności do tej, czy innej partii, grupy. Analiza wymaga energii, a sugestia daje natychmiastową odpowiedź; człowiek boi się wykluczenia; często woli zgodzić się z grupą niż ryzykować samotność w myśleniu (konformizm); jeśli coś słyszymy wielokrotnie, zaczyna wydawać się prawdziwe.
Dlatego też ludzie łatwo poddają się propagandzie czy medialnym narracjom — zwłaszcza wtedy, gdy elity produkują gotowe interpretacje rzeczywistości, a tłum otrzymuje nie fakty, lecz emocjonalne opowieści. Samodzielna analiza sytuacji wymaga bowiem odwagi intelektualnej.
No cóż dzisiaj piątek, jutro sobota, a potem niedziela. Samodzielne myślenie wymaga wysiłku.
A dlaczego tytuł wpisu dotyczy „olewania”? Ano bo się określenie pojawiło wśród elit, a moim zdaniem : nie powinno. Z szacunkiem do świata 🙂
