„Kozioł ofiarny” Rene Girarda

I stało się niedobrze: pozostała duża grupa ludzi, która wystawiła Olka Miszalskiego na prezydenta. I będzie dość trudno. I natychmiast pojawiła się w moim umyśle książka „Kozioł ofiarny” – Rene Girarda.  Stworzył on jedną z najbardziej wpływowych teorii dotyczących przemocy i mechanizmów społecznych — teorię „kozła ofiarnego”. Może i Państwo pamiętają. Kiedy wspólnota znajduje się na granicy chaosu, żeby odzyskać jedność, grupa wybiera osobę, którą obarcza winą za kryzys. Powstaje kozioł ofiarny. Społeczność jednoczy się przeciw niemu. Wyrzucenie, upokorzenie albo zniszczenie kozła ofiarnego chwilowo przywraca porządek. Dlatego mechanizm ten stale powraca w historii. I tak się stało. Już pierwsze komunikaty dzisiaj,ze strony partyjnej (a słuchałam posłanki z KO) pokazują, że „kozioł” źle się w ostatnim czasie komunikował ze społeczeństwem, itd., itd.  Większość została. I ona przysłuży się do tego, aby kozioł poniósł konsekwencje.

Tak sobie myślę, ponieważ w moim życiu poznałam dwa środowiska, że mechanizmy biznesu i polityki są zupełnie inne. W biznesie silna osobowość bywa ceniona, ponieważ: firma ma zwykle jasno określony cel, liczy się skuteczność i tempo decyzji, sukces można stosunkowo łatwo zmierzyć, właściciele czy akcjonariusze oczekują wzrostu i wyników. Dlatego lider typu Steve Jobs czy Elon Musk może być postrzegany jako ktoś, kto „pcha świat do przodu”, nawet jeśli jest trudny we współpracy. W polityce ważniejsza jest reprezentacja niż kompetencja. Partie często wybierają nie „najsilniejszych”, ale tych: którzy  nie są niezależni. Silna osobowość może zdominować własne środowisko polityczne, a wielu jest takich, którzy chcą zarządzać z tylnego siedzenia. Czasem więc „umiarkowana przeciętność” okazuje się politycznie bardziej trwała niż wybitność. Taka osoba może sama stać się „kozłem ofiarnym” Co teraz będzie w Krakowie? Prezydent, jeśli będzie wybrany spoza partii – musi „kupić” radnych, wykazać się lisim sprytem  (pozostawi ich w spółkach, da im zarobić tui ówdzie), jeśli będzie wybrany z KO – zostanie tak, jak było, a może jeszcze gorzej ponieważ grupa, póki co, uwierzy we  własną nietykalność. I znów, za jakiś czas, będę miała rozmowy: miałaś rację. A to za każdym razem jest tylko moja Schadenfreude (a tego nie lubię) 🙁

„Olewanie – słowo młodzieżowe.”

Zmiany w historii ludzkości następowały wtedy, kiedy ruszał tłum, ten poza elitami. Elity są zachowawcze: „niech będzie tak, jak jest, my mamy swoje miejsce blisko władzy.”

Wiele przełomów zaczynało się wtedy, gdy do działania wchodziły nie same elity intelektualne czy polityczne, lecz szerokie grupy społeczne — ludzie wcześniej pozbawieni głosu, wpływu albo nadziei na zmianę (sic!!)

Elity najczęściej  bywają zachowawcze, ponieważ mają coś do stracenia: pozycję, bezpieczeństwo, dostęp do władzy, prestiż. Nawet jeśli dostrzegają kiepska sytuację w kręgach władzy,  wolą status quo.

Tak było podczas Rewolucji Francuskiej, gdy mieszczaństwo i lud Paryża wymusiły przemiany, których sama arystokracja (czytaj elita blisko władzy, bywalcy spotkań, przyjęć na dworze etc) nigdy by nie przeprowadziła. Podobnie w czasie Rewolucji 1917 roku w Imperium Rosyjskim etc, etc

Elity — polityczne, ekonomiczne, medialne czy religijne — posiadają narzędzia wpływu na sposób myślenia społeczeństw. Kontrolują język debaty, edukację, symbole, media, instytucje prestiżu. Dzięki temu mogą kształtować wyobrażenie o tym, co „normalne”, czy „rozsądne”, co „powinno zostać, bo dobrze jest tak, jak jest”. Każda sytuacja to walka o język opisu rzeczywistości: kto ma wpływ na media, ten ogłasza postprawdę i  zdobywa wpływ na zbiorową wyobraźnię.

Ludzie bardzo często nie analizują sytuacji samodzielnie nie dlatego, że „nie potrafią myśleć”, ale dlatego, że życie społeczne wymaga skrótów. Człowiek nieustannie funkcjonuje pod presją czasu, emocji, lęku, potrzeby przynależności (!!). W takich warunkach łatwiej zaufać gotowej interpretacji niż budować własną. W grupie jednostka traci część indywidualnego krytycyzmu, bo bezpieczeństwo daje jej poczucie wspólnoty, przynależności do tej, czy innej partii, grupy. Analiza wymaga energii, a sugestia daje natychmiastową odpowiedź; człowiek boi się wykluczenia; często woli zgodzić się z grupą niż ryzykować samotność w myśleniu (konformizm); jeśli coś słyszymy wielokrotnie, zaczyna wydawać się prawdziwe.

Dlatego też ludzie łatwo poddają się propagandzie czy medialnym narracjom — zwłaszcza wtedy, gdy elity produkują gotowe interpretacje rzeczywistości, a tłum otrzymuje nie fakty, lecz emocjonalne opowieści. Samodzielna analiza sytuacji wymaga bowiem odwagi intelektualnej.

No cóż dzisiaj piątek, jutro sobota, a potem niedziela. Samodzielne myślenie wymaga wysiłku.

A dlaczego tytuł wpisu dotyczy „olewania”? Ano bo się określenie pojawiło wśród elit, a moim zdaniem : nie powinno. Z szacunkiem do świata 🙂

Prawo suwerena. Referendum.

Pozwólcie Państwo, że zacznę w taki oto sposób: John Locke filozof XVIII wieku, piewca wolności człowieka napisał: „Być wolnym to dysponować i swobodnie, zgodnie z własnym sumieniem kierować własną osobą, działaniem, majątkiem, całą swą własnością z przyzwoleniem prawa, któremu się podlega, nie być więc poddanym czyjejś arbitralnej woli (!!!)  ale kierować się bez przeszkód własną wolą.”(!!!) I nieco więc będzie w niniejszej wypowiedzi o wolności człowieka, o tym, kim jest suweren i co należy do jego praw, a może i obowiązków.

Suweren (fr. souverain, najwyższy i ang. sovereign, suwerenny) – podmiot sprawujący niezależną władzę zwierzchnią.

Słowa „suwerenność” użył po raz pierwszy Jean Bodin w XVI wieku  a po nim, już nieco później Cardin Le Bret. Obaj pojmowali ją jako wyłączność monarchy do sprawowania władzy ustawodawczej i wykonawczej na terenie swego państwa. I dopiero Locke i jemu podobni zmienili sposób widzenia funkcjonowania i zarządzania Idea, że naród jest suwerenem, a nie monarcha, stała się jednym z najważniejszych odkryć politycznych epoki Oświecenia. Oznaczała radykalną zmianę myślenia o władzy. Wcześniej uważano, że król rządzi „z Bożej łaski”, a państwo jest właściwie jego własnością. Oświecenie podważyło ten porządek.

Od tego momentu zaczęła rozwijać się nowoczesna demokracja, konstytucjonalizm i prawa obywatelskie. Monarcha – jeśli nadal istniał – coraz częściej stawał się jedynie wykonawcą woli narodu, a nie absolutnym panem państwa. W filozofii polityki była to zmiana fundamentalna: z państwa króla do państwa obywateli. Tak więc w państwie nowoczesnym — od czasów Oświecenia — władza przestaje być „czyjąś własnością”. Nie należy już do monarchy ani do jednej klasy społecznej. Staje się przede wszystkim:mandatem powierzonym przez obywateli, służbą wobec wspólnoty, odpowiedzialnością za dobro publiczne.

W samorządzie widać to szczególnie wyraźnie. Władza samorządowa nie „panuje”, lecz:

  • zarządza sprawami lokalnej wspólnoty,
  • reprezentuje mieszkańców,
  • wykonuje ich wolę w sprawach codziennych: szkół, dróg, transportu, kultury, pomocy społecznej.

Dlatego prezydent, rada miasta nie są suwerenami. Suwerenem pozostają mieszkańcy jako wspólnota obywateli. Samorząd jest tylko formą wykonywania ich zbiorowej woli.

No i właśnie jesteśmy w tym oto momencie: część mieszkańców stwierdziła, że wynajęta przez nich grupa obywateli  do zarządzania ich pieniędzmi nie sprawdza się, i chcą ich zmienić. To jest wola suwerena. W demokracji samorządowej referendum jest jednym z najważniejszych narzędzi kontroli władzy przez obywateli. Wynika właśnie z zasady, że suwerenem jest naród (lub lokalna wspólnota mieszkańców), a nie osoba sprawująca urząd.

Jeżeli mieszkańcy uznają, że: prezydent miasta, rada gminy utracili zaufanie społeczne, mogą domagać się referendum odwoławczego. To bardzo ważna idea nowoczesnej demokracji: władza jest powierzona czasowo i podlega ocenie obywateli.

Referendum pokazuje, że mandat władzy nie jest dany raz na zawsze. Obywatele nie są poddanymi, lecz uczestnikami życia publicznego. Mogą nie tylko wybierać władzę, ale także ją odwoływać. To konsekwencja myśli oświeceniowej i demokratycznej:

  • władza ma charakter służebny,
  • musi liczyć się z opinią wspólnoty,
  • ponosi odpowiedzialność polityczną przed obywatelami.

Dlatego referendum bywa nazywane jedną z form demokracji bezpośredniej — momentem, w którym suweren (mieszkańcy) sam zabiera głos, bez pośredników.

I oczywiście jedni mogą być za odwołaniem władz, inni za pozostawieniem. W demokracji istnieje przecież wolność politycznej strategii i wypowiedzi. Niektóre grupy nawołują do bojkotu referendum, licząc np. na nieosiągnięcie progu frekwencji. Formalnie mieści się to zazwyczaj w granicach prawa demokratycznego, choć wielu filozofów polityki uważa, że osłabia kulturę obywatelską i poczucie odpowiedzialności za wspólnotę. Dlatego udział w referendum — niezależnie od poglądów — bywa traktowany jako wyraz troski o wspólnotę polityczną. Nawet głos „przeciw” wzmacnia samą zasadę uczestnictwa obywateli w sprawowaniu suwerenności.

Pojawia się tu pewne napięcie: z jednej strony zachęca się obywateli do aktywności, współdecydowania i odpowiedzialności za wspólnotę — np. przy Budżecie Obywatelskim czy konsultacjach społecznych — a z drugiej strony, w sytuacji referendum odwoławczego, część środowisk politycznych apeluje o bierność.

W oczach wielu obywateli wygląda to jak instrumentalne traktowanie demokracji:

  • aktywność obywatelska jest ceniona wtedy, gdy sprzyja utrzymaniu władzy,
  • a zniechęcana wtedy, gdy może tej władzy zagrozić.

Z perspektywy filozofii demokracji można więc bronić tezy, że: uczestnictwo obywateli powinno być wartością samą w sobie, niezależnie od politycznego interesu.

W tym sensie konsekwentna postawa demokratyczna polegałaby na zachęcaniu do udziału:

  • w wyborach,
  • referendach,
  • Budżecie Obywatelskim
  • konsultacjach społecznych,nawet jeśli wynik może być dla rządzących niekorzystny.

Tak rozumiana demokracja nie opiera się jedynie na procedurach, lecz także na zaufaniu do obywateli jako rzeczywistych współgospodarzy wspólnoty.

 

 

 

 

Unieś Ręce W Górę: Głosowanie, Wolontariat Ilustracji ...