Dzień sąsiada.

Podrzucam mój tekst z 2013 roku :

ImgWNiniejszy tekst będzie potwierdzeniem tezy, że podróże kształcą. Wróciłam jakiś czas  temu z parodniowej wyprawy. Mieszkałam w niewielkiej miejscowości pod Paryżem. We wtorek 28 maja cała miejscowość, w której, tak jak w tym czasie w Polsce padał deszcz, zamieniła się w dość dziwne miejsce.

Na wielu ulicach pojawiły się stoły pod parasolami, a ruch został zatrzymany. W wielu ogrodach też zaczęły się osobliwe przygotowania. Oczywiście zapytałam, co one oznaczają. Okazało się, że miejscowość przygotowuje się do Dnia Sąsiada. Znajomi Francuzi byli zdziwieni, że nie znam takiego wydarzenia i że w Polsce koniec maja nie staje się czasem umacniania kontaktów sąsiedzkich. Po powrocie zaczęłam sprawdzać, jak to wygląda, gdzie się zaczęło i na czym polega. Sprawa wydała mi się interesująca przede wszystkim ze względu na możliwość podjęcia dialogu sąsiedzkiego, zacieśnienia więzi, ale także i poprawienia sytuacji związanej z bezpieczeństwem mieszkańców.

Święto, jak doczytałam, obchodzone jest od 2000 r. w ostatni wtorek maja. Dzień Sąsiada ustanowiony został z inicjatywy Europejskiej Federacji dla Lokalnej Solidarności. W całej Europie osłabiają się więzi społeczne, a rosnący indywidualizm prowadzi do coraz częstszego wycofywania się ludzi z życia lokalnego. Dlatego warto, jak napisano w uzasadnieniu ustanowienia dnia, przynajmniej raz w roku zintegrować się z sąsiadami, zwłaszcza z tymi, których widujemy od lat, a nie mieliśmy okazji poznać ich bliżej.

Dzień Sąsiada ma na celu zjednoczenie się w tym codziennym, lokalnym aspekcie. Ciekawe jest to, że w polskich wsiach jeszcze w pierwszej połowie XX w. panował obyczaj tak zwanej „tłoki” (czy też „tłoka”; zbiegowiska), czyli po prostu sąsiedzkiej pomocy. Był to stary słowiański zwyczaj. Cechował się sąsiedzką wzajemnością i prawdziwie ludzką uczynnością. Polegał na bezpłatnej pomocy, niesionej przez ludzi osobie, która odwdzięczała się za to obiadem lub kolacją dla „tłoczników”, a także gotowością służenia im wzajemnie, gdy ktoś potem potrzebował „tłoki”. Na zaproszenie pojawiali się  wszyscy ze wsi. Samotne, chore osoby mogły zawsze liczyć na taką pomoc. Nie wypadało się uchylać od „tłoki” ani brać za udział w niej zapłaty.

Na Mazowszu i Podlasiu istniały obowiązkowe „tłoki” do roku 1846. Jeśli ktoś sam nie mógł wykonać jakiejś pracy, solidarnie pomagała mu cała wieś. Towarzyszył temu swoisty rytuał, łącznie z poczęstunkiem muzyką i tańcami.

Zaskakujące jest to, że ta idea odrodziła się w Paryżu w 1999 r. (akcja „Dzielnice bez obojętności”), a ostatnio staje się coraz bardziej popularna w Europie. Raz w roku zachęca się mieszkańców wsi i miast do spotkań z sąsiadami po to, by spokojnie porozmawiać i lepiej się poznać.

Dzień jest obchodzony w ponad 30 krajach europejskich, a także w Kanadzie. Jest to największe święto społeczności lokalnych w Europie, objęte patronatem Komisji Europejskiej i wspierane przez Komitet Regionów. W 2008 r. Dzień Sąsiada został włączony w obchody Europejskiego Roku Dialogu Międzykulturowego.

W 2007 r. w obchodach uczestniczyło już 7 mln ludzi z ponad 700 miast i organizacji z 28 krajów, a w 2008 – 8 mln ludzi z 800 miast i organizacji całej Europy.

Od 2007 r. w obchodach uczestniczy też kilkanaście miast z Polski, m.in.: Gdańsk, Katowice, Łódź, Poznań, Warszawa, Wisła i Wrocław.

Także w tym roku w Warszawie odbyły się Dni Sąsiada. Już po raz czwarty. W całym mieście świętowało ponad 30 sąsiedztw, które ze względów pogodowych zmuszone były zrezygnować z plenerowych form aktywności, stawiając na kameralne spotkanie w bibliotece, świetlicy, klubie sąsiedzkim lub w innej przyjaznej i otwartej na sąsiadów przestrzeni.

Chciałabym, aby w przyszłym roku do miast obchodzących Dni Sąsiada włączył się też Kraków. Urząd i Rada Miasta czy też rady dzielnic mogą pomóc w organizacji obchodów, a nawet je zainicjować, ale potrzebna jest inicjatywa mieszkańców, organizacji pozarządowych, które w Krakowie stają się coraz bardziej aktywne. Ja deklaruję pomoc wszystkim, którzy będą jej potrzebowali. W przyszłym roku na pewno sama przekonam moich sąsiadów, aby zebrali się w majowy wieczór. Warto, abyśmy się lepiej poznali, ponieważ, jak kiedyś śpiewał zespół Alibabki:

Jak dobrze mieć sąsiada, jak dobrze mieć sąsiada!
On wiosną się uśmiechnie, jesienią zagada,
a zimą ci pomoże przy węglu i przy koksie
i sama nie wiesz, kiedy ułoży wam rok się.

Gdy furę zmartwień, kłopotów masz huk
do drzwi sąsiada zapukaj puk, puk.
gdy spotkasz wrogów na drodze swej tłum,
do drzwi sąsiada zapukaj bum, bum.

Pożyczy ci zapałki, pół masła, kilo soli,
wysłucha twoich zwierzeń, choć głowa go boli,
a zimą ci pomoże przy węglu i przy koksie
i sama nie wiesz, kiedy ułoży wam rok się.

Jak dobrze mieć sąsiada, jak dobrze mieć sąsiada!
On wiosną się uśmiechnie, jesienią zagada,
pomoże ci w rachunkach, pobawi się chmurami,
choć tęskni za tą panią, co pachnie fiołkami.
(słowa: Agnieszka Osiecka)

Autor

jantos

Moje życie zawodowe jest z pracą ze studentami. Ukończyłam dwa fakultety, ale już pod koniec drugiego rozpoczęłam pracę na uczelni (najpierw na AGH, potem przez 40 lat na Uniwersytecie Jagiellońskim). Ale także przez 23 lata prowadziłam działalność gospodarczą, byłam członkiem prezydium Izby Przemysłowo - Handlowej w Krakowie ; przez 22 lata byłam radną Krakowa (wiceprzewodniczącą Rady Miasta, a potem przez dwie kadencje przewodnicząca Komisji Kultury)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *