Jacek Majchrowski odchodzi.

Wracam do spraw Krakowa. Prezydent miasta Jacek Majchrowski oświadczył, że już nie startuje do kolejnych wyborów samorządowych. Prezydent trwał na stanowisku 22 lata, wygrał pięć razy. „Nie zamierzam kandydować w najbliższych wyborach samorządowych” – poinformował urzędujący, piątą kadencję, prezydent. Właściwie wszyscy już wcześniej wiedzieli o decyzji prezydenta. Jacek Majchrowski jest najdłużej działającym prezydentem w historii Krakowa. Na pewno powstanie dużo ciekawych opracowań poświęconych sposobowi zarządzania miastem przez Majchrowskiego. Jest to zapewne fenomen. Prezydent przez wiele lat wykazywał się nieprzeciętną sprawnością, przede wszystkim, polityczną. Poza wszystkim innym utrafił w gusta Krakowian: profesor prawa, a przecież Kraków, jak żadne inne miasto w Polsce, ma mieć profesora – prezydenta, ba niezwykłego profesora, ale członka Trybunału Stanu,  znawcę II Rzeczypospolitej, dokumentującego jej historię, a szczególnie działalność ugrupowań prawicowych. Od 1989 r. kierował  stworzoną przez siebie Katedrą Historii Polskiej Myśli Politycznej. Przez 11 lat (od 2001 r.) był  sędzią Trybunału Stanu (w latach 2001-2005 zastępca przewodniczącego). Od 2002 r. członek Unii Metropolii Polskich, a od 2011r. wiceprezesem Związku Miast Polskich.

Człowiek nie tylko o sprycie politycznym, ale i biznesowym. Współzałożyciel Krakowskiej Akademii im. Frycza Modrzewskiego. Uczelnia została założona w roku 2000 przez Krakowskie Towarzystwo Edukacyjne sp. z o.o. uzyskując uprawnienia szkoły wyższej nadane przez Ministra Edukacji Narodowej i Sportu.  Prezydent przez cały czas istnienia Uczelni pobiera dywidendy.

A jak to jest z zarządzaniem miastem. Budżet miasta w roku 2002, kiedy Jacek Majchrowski zaczynał karierę prezydenta, wynosił nieco ponad miliard złotych, a  zadłużenie skumulowane budżetu wyniosło 843,3 mln zł. W latach 2005–2011 miasto Kraków otrzymało z Unii Europejskiej łącznie 425,08 mln zł, z czego na wydatki inwestycyjne przeznaczono aż 353,6 mln zł. Teraz, po 21 latach, budżet to wydatki miasta na poziomie 8 mld 558 mln zł  (dochody wynoszą ponad 7 mld 994 mln zł). Tak rosną kwoty, które miał do dyspozycji urząd miasta Krakowa. I te pieniądze, całkiem spore, muszą być wydawane na rozwój miasta, muszą, bo jakże inaczej. Dlatego też wciąż dziwią mnie zachwyty pod tytułem: „ileż zrobił prezydent dla Krakowa”.  Tutaj, nawiasem mówiąc, mieści się i inna sprawa: w tych zachwytach jest wyrażana podstawowa prawda: tu rządzi prezydent i urzędnicy, rola radnych jest naprawdę zmarginalizowana. Władza jest tam, gdzie jest kasa, a ona jest do dyspozycji urzędników (organu wykonawczego). My radni, budżet otrzymujemy od urzędników, a jeśli chcemy wprowadzić własne zadania, wynikające z naszych bezpośrednich kontaktów z mieszkańcami – to możemy to zrobić jedynie poprzez poprawki. Wtedy też słyszymy: „no jeśli pani/pana to zadanie jest ważne, to proszę znaleźć miejsce, z którego pani/pan zdejmie znajdujące się tam pieniądze”. Grzebiemy więc w tym budżecie samotni, bez wsparcia, niekiedy z wyrzutami sumienia, że coś komuś zabieramy, bo inaczej się nie da. Wrażliwość prezydenta i urzędników była dość ograniczona, a i niezwykle żenująca: trzeba było umówić się z prezydentem, aby wyprosić, wybłagać, zachodzić nie raz i nie dwa. Kiedy zaś projekt był dobry…stawał się przedmiotem chluby prezydenta, kiedy był kiepski stawał się winą radnej/radnego.

Odchodzi 77-letni prezydent po „królewskim”, czy „cesarskim” zarządzaniu miastem. Odchodzi też i dlatego, że sondaże wyraźnie pokazały, że już mieszkańcy by go nie chcieli. Jakie jest odejście prezydenta; powiedziałabym, że dość kiepskie. Nie wskazał przez lata, a mógłby: kontynuatora (lub kontynuatorkę)  swojej koncepcji urządzania Krakowa (a mam nadzieję, że taka koncepcja była, a nie tylko spontaniczność chwili). Nie jest to pożegnanie godne włodarza pięknego miasta. Nie wskazał następcy, ale krytykuje tych, którzy podjęli się trudu przejęcia po nim pracy. Ma świadomość, jak się zdaje, posiadania cudzych sumień, etyki, decyzyjności. Tej  „cesarskiej” władczość doświadczyłam, chociaż nigdy nie czułam się częścią dworu. I jest to dość przykre dla ludzi, którzy lubili , tak po ludzku, prezydenta. Smutne są obserwacje działań profesora uniwersytetu , którym zawładnęła małostkowość, jątrzenie. I przykre, bo zostawiając cokolwiek po sobie, trzeba pamiętać o elegancji odchodzenia. Atakuje wszystkich lub prawie wszystkich kandydatów. Czyni to w sposób  bezpardonowy, żenujący,  tak, jakby chciał podkreślić, że to on jest sumieniem miasta. A przecież nie jest. Potomni także, a może przede wszystkim,  to będą pamiętali.

Pozostawia po sobie mnóstwo przedłużonych umów z pracownikami z kadry zarządzającej, co zapewne będzie kłopotem dla nowego prezydenta, któremu, w ten oto sposób, „umeblowano” zarządzanie miastem. Mebluje urząd, chce być rozstrzygającym, stwarza pozory dbałości o przyszłość miasta (wielka szkoda, że nie pomyślał o kandydatce, kandydacie, swojej następczyni, następcy – wcześniej), a tak naprawdę wygląda, poprzez swoje komentarze, jak rozżalony starszy pan, który z trudem przyjmuje informacje o przemijaniu, o tym, że trzeba odejść, a zwłaszcza wtedy, kiedy po prostu już go nie chcą.

 

 

 

Autor

jantos

Moje życie zawodowe jest z pracą ze studentami. Ukończyłam dwa fakultety, ale już pod koniec drugiego rozpoczęłam pracę na uczelni (najpierw na AGH, potem przez 40 lat na Uniwersytecie Jagiellońskim). Ale także przez 23 lata prowadziłam działalność gospodarczą, byłam członkiem prezydium Izby Przemysłowo - Handlowej w Krakowie ; przez 22 lata byłam radną Krakowa (wiceprzewodniczącą Rady Miasta, a potem przez dwie kadencje przewodnicząca Komisji Kultury)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *