Straszenie liberalizmem

Po pierwsze Życzę Państwu wspaniałego NOWEGO 2013 ROKU. I powiedzmy sobie: nieważne, że 13 (!!) Może i 13 będzie szczęśliwa.

Teraz przechodzę do sprawy, która mnie ostatnio zaintrygowała i odpowiedzi poszukam.

Jakiś czas temu, bodajże pod koniec września ubiegłego roku przeczytałam tekst w Gazecie Wyborczej Agnieszki Graff, w którym  twierdziła, że
„kult przedsiębiorczości przyczynił się do zepchnięcia na margines życia
społecznego w Polsce kultury i edukacji”. Dalej pani Graff napisała, że kiedy
słyszy słowo „przedsiębiorczość” odruchowo zmienia kanał i … tak samo, jej zdaniem, czynią miliony Polaków. „To słowo promuje indywidualizm, a
deprecjonuje wartości wspólnotowe i pozaekonomiczne”. I tak dalej, i tak dalej. Biegnie sobie tekst, który znam dość dobrze, ponieważ słyszę go często, kiedy spotykam moich znajomych pisarzy, muzyków, malarzy a także swoich przyjaciół pracujących na Uniwersytecie Jagiellońskim. Zastanawiające zawsze dla mnie było to, gdzie jest i skąd się bierze wiedza ekonomiczna moich znajomych i przyjaciół. Skąd wziąć pieniądze na wydawanie książek, wspieranie malarzy, popieranie muzyków, hołubienie profesorów, którzy przecież w Polsce zarabiają parokrotnie mniej, niż ich koledzy w Wielkiej Brytanii czy w USA. Moje dopytywanie, skąd, ich
zdaniem,  biorą się pieniądze – było zawsze zbywane. Skądś tam się biorą, ale i tak ich jest wciąż za mało. Niektórzy moje dążenie do uzyskiwania odpowiedzi traktowali w kategoriach liberalnej nudy. No właśnie LIBERALIZM: to on był powodem mojej dociekliwości, był niebezpiecznym optowaniem za wolnością jednostki, był właśnie promowaniem przedsiębiorczości.
A przecież, jak wielokrotnie słyszałam, w ogóle nieelegancko jest nteresować
się tym, skąd pochodzą pieniądze.  Mało tego, moi artystyczno-naukowi znajomi zaczynają wtedy właśnie opowiadać o wolności wszystkich ludzi (czytaj każdy ma prawo mieć, to co chce), niesprawiedliwości (niektórzy mają, to co chcą, a inni nie) i biedocie (żal nad tymi, którzy nie mają tego, co chcą). I tutaj pojawia się zgodny chór wspierany przez feministki, które tak naprawdę nie wiadomo dlaczego są zawsze w swoich poglądach lewicowe, dołączają się do grupy przedstawicieli kościoła , którzy także są przeciwko liberalizmowi, studenci dający się uwieść wyżej wymienionym hasłom wolności, niesprawiedliwości, biedocie etc. Tak więc całkiem pokaźna
gromada stoi przeciwko tym , którzy wiedzą skąd pochodzą pieniądze, potrafią je zarabiać, a nawet dostarczają wyżej wymienionej grupce, która przede wszystkim krytykuje.

Śmiem podejrzewać, że większość tych krytykujących zostałaby nazwana przez Fryderyka Nietzschego ludźmi obdarzonymi resentymentem, ponieważ to oni właśnie, jak pisał, „siłą zatykają źródło siły”: domagają się pieniędzy, nie mając zbyt dużego pojęcia, jak wygląda proces ich  zdobywania. Bycie przedsiębiorczym to także umiejętność tworzenia. Zresztą, kiedy się czyta artykuły w polskich gazetach, to nie za bardzo wiadomo, co oznacza ów liberalizm. W Polsce już podczas kampanii wyborczych w 1991 i 1993 roku było to pojęcie stosowane jako epitet. Z czasem liberalizm przestał być ekstrawagancją czy, jak pisał Stefan Kisielewski „wariactwem”. W wielu środowiskach uchodził za dowód normalności, ba, nawet europejskości, nowoczesności i przede wszystkim
znaczącej przeciwwagi dla odchodzącego socjalizmu. Była to wtedy zapowiedź nowego społeczeństwa. Dla wielu ludzi przełom 1989 roku nie był niczym innym, niż historycznym zwycięstwem liberalizmu nad socjalizmem. Liberalizm stał się niemal z dnia na dzień ważnym czynnikiem polskiego życia politycznego. Propagowana była nowa i odległa od socjalizmu koncepcja człowieka: w wysokim stopniu podkreślająca jego indywidualizm. Zło komunizmu polegało i na tym, że pozbawiało ludzi praw, że czyniło ich przedmiotem manipulacji. Wtedy to potrzeba indywidualnej tożsamości była podkreślana dużo mocniej, niż potrzeby
materialne. Szczególny charakter indywidualizmu objawił się także i w tym, że przeciwstawił temu, co prywatne- to co jest publiczne. Przecież to komunizm powiększył kosztem prywatnego – to, co upaństwowione; sfera prywatna uległa likwidacji na skutek wyłączenia z niej prawie całego życia gospodarczego, ograniczenia stowarzyszenia się, przejęcia przez państwo wielu funkcji rodziny itd.

Jan Krzysztof Bielecki w 1991 roku powiedział „Liberalizm polega na tym, że się wierzy, że kiedyś w Polsce będzie liberalizm.” Ja wierzę, mam nadzieję, że pan Bielecki także. Za mało się mówi o tym, jaką szansą jest on dla Polski, a straszenie liberalizmem jest nawoływaniem do epoki minionej. Kult przedsiębiorczości nie zakorzenił się do końca w postkomunistycznej świadomości Polaków. Niestety, niezbyt mocno wspiera go rząd. Chociaż może i dobrze. Przedsiębiorczość jest twórczością, której istota polega na realizowaniu wolności. Rząd więc powinien nie ograniczać rzedsiębiorczości Polaków. To dzięki niej Polska stanie się zasobna, stać nas będzie na wspieranie kultury i sztuki, 1% od 100 milionów jest mniejszą sumą, niż 1% od miliarda. To powinno być proste i zrozumiałe, nawet dla tych, którzy twierdzą, że nie interesuje ich to, skąd biorą się pieniądze – przecież one biorą się z bankomatów.

Ludwik Mises uważał, że liberałowie nie powinni rezygnować z nazywania swych idei „liberalnymi” pomimo tego, że pojęcie to zostało wielokrotnie użyte niezgodnie ze swoim znaczeniem. Witold Falkowski – prezes Instytutu Misesa pisał, że kolejna próba wprowadzenia w obszar pozytywnych konotacji pojęcia liberalizmu mija się z celem. Może bardziej uzasadnione byłoby, jego zdaniem, posługiwanie się pojęciami bardziej pasującymi do współczesności i uwzględniającymi wrażliwość semantyczną dzisiejszego odbiorcy. Może spróbować używać sformułowań takich, jak „wolny rynek”, „odpowiedzialna przedsiębiorczość”, „społeczeństwo kontraktu”.



Autor

jantos

Moje życie zawodowe jest z pracą ze studentami. Ukończyłam dwa fakultety, ale już pod koniec drugiego rozpoczęłam pracę na uczelni (najpierw na AGH, potem przez 40 lat na Uniwersytecie Jagiellońskim). Ale także przez 23 lata prowadziłam działalność gospodarczą, byłam członkiem prezydium Izby Przemysłowo - Handlowej w Krakowie ; przez 22 lata byłam radną Krakowa (wiceprzewodniczącą Rady Miasta, a potem przez dwie kadencje przewodnicząca Komisji Kultury)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *