Dyskryminacja pozytywna. Panie we władzach Krakowa. Kwoty.

toalety_panow

Pisałam już tutaj kilkakrotnie o parytetach (lub raczej kwotach). Wiele pań, przede wszystkim te, które są poza wyborami i w nich nie biorą bezpośredniego udziału, twierdzą, że parytety nie są potrzebne, bo przecież liczy się  profesjonalizm, zawodowe doświadczenie, etc, etc.

Chcę więc, Szanowne Panie i Szanowni Panowie, powiedzieć, że kwoty są potrzebne, dopóki nie stanie się w Polsce tak, jak w krajach, w których je wprowadzono jakiś czas temu.

Ustawa kwotowa weszła w 2011 roku. Zmieniła ordynację wyborczą do Sejmu, Parlamentu Europejskiego oraz rad gmin, powiatów i sejmików wojewódzkich. Na listach wyborczych do tych organów władzy, udział kandydatek (kobiet) i kandydatów (mężczyzn) nie może stanowić mniej niż 35%. Sankcją za niedopełnienie wymogu kwoty płci jest niezarejestrowanie listy. 

Parytet (z łac.paritas– równość) oznacza równy udział podmiotów wchodzących w skład określonego gremium. Parytet płci oznacza równy udział w proporcji 50 : 50 w reprezentacji mężczyzn i kobiet w organach przedstawicielskich, instytucjach lub na listach wyborczych. Termin parytet bywa  mylnie stosowany dla określenia innych proporcji między mężczyznami a kobietami, np.: 30 : 70 czy 35 : 65 lub dla określenia minimalnego udziału każdej z płci. W takiej sytuacji należy jednak mówić o kwocie.

Kwoty mogą bezpośrednio dotyczyć, kobiet jako płci niedoreprezentowanej lub, co coraz częściej ma miejsce, są definiowane poprzez określenie minimalnego udziału każdej z płci. Kwoty mogą mieć charakter wynikowy, tzn. że określona liczba stanowisk lub mandatów musi być obsadzona przez przedstawicieli jednej z płci, albo wyborczy, związany z obowiązkiem umieszczenia na liście kandydatów określonej (zwykle procentowo) liczby przedstawicieli jednej z płci.

Najczęściej stosowany jest system kwot wyborczych, polegający na rezerwowaniu kobietom (lub każdej z płci) określonej procentowo liczby miejsc na listach wyborczych. System ten związany jest coraz częściej z wymogiem umieszczenia na liście kandydatów i kandydatek w określonym porządku lub na przemian (tzw. system suwakowy). Systemy kwotowe w poszczególnych państwach wprowadzane są na trzech poziomach: konstytucyjnym, ustawowym i w regulacjach wewnątrzpartyjnych.

Obecnie konstytucje 16 państw zawierają uregulowania dotyczące gwarancje dla równego lub procentowego udziału kobiet jako kandydatów lub jako przedstawicieli w organach wybieralnych. . W 46 kolejnych państwach system kwotowy regulowany jest przez prawo wyborcze na poziomie ustawowym.

Niniejszym chciałam zakomunikować, że w 100-lecie uzyskania praw wyborczych kobiet – w Radzie Miasta Krakowa znów stało się tak, że nie zauważono tego, że jest w 43 osobowej radzie miasta 10 kobiet. Nawet przez chwilę nie rozpatrywano potrzeby  umieszczenia w  prezydium Rady Miasta którejś z kobiet. Jest przewodniczący i trzech wiceprzewodniczących.

Tak na serio. Po prostu sprawa była oczywista.

 

Solidarność kobiet na opak.

pexelsphoto1574650Jestem, no może raczej byłam – zwolenniczką scalania energii kobiet, ponieważ widziałam w tym sens. Jestem (chyba) też i feministką (bardziej w działaniu, niż w budowaniu i głoszeniu  teorii) .

Ale co mnie bardzo dziwi w ciągu ostatnich paru miesięcy, co by nie powiedzieć w roku istotnym, kiedy to kobiety uzyskały prawa wyborcze, solidarność i jedność kobiet staje się znakiem zapytania.

Zintensyfikowały się działania prokobiece w bardzo wielu miejscach w Krakowie. Niestety, nie widać owej integracji. I bardzo jest mi z tego powodu przykro. Przykłady: bardzo proszę:  powstała „Konferencja „Kobiety rządzą x 100”. Projekt wygląda świetnie. Tylko mnie zastanawia, dlaczego (nawet kurtuazyjnie)  nie zaproszono nas, tych, które zorganizowały cztery, podkreślam CZTERY Małopolskie Kongresy Kobiet. W każdym wzięło udział ponad 1200 kobiet z całej Małopolski. Była to olbrzymia i dość trudna organizacyjnie akcja, która się udała. Oczywiście możemy powiedzieć, że nikt nikomu nie narzuci obowiązku zaproszenia gości, ale my przez cztery kolejne lata organizowałyśmy kongresy KOBIECE, więc  nieco przykro, że o tym nawet nie wspomniano. A do dzisiaj działa „Stowarzyszenie Most Kobiet”, które było inicjatorem wydarzeń i jego członkinie  wykonały tak dużą pracę.

Inny przykład : ano proszę na Uniwersytecie Ekonomicznym organizowana jest kolejna konferencja poświęcona kobietom w XXI wieku (między liberalizmem, a konserwatyzmem)Duże wydarzenie, ale jakby tak znów osobno. Przyjeżdżają kobiety naukowczynie z całej Polski. A jaką tu integrację widziałabym? Może i taką, że jeśli mówi się o kobietach w biznesie – to fajnie byłoby wymienić (jeśli nie zaprosić do panelu kobiety zajmujące się w Krakowie biznesem (które to robią świetnie, z olbrzymimi sukcesami, że wymienię jedynie Marię Waliczek, czy Ewę Woch – a jest ich dużo  więcej). Nie wspomnę nawet o kobietach biorących udział w polityce, ponieważ  także i ich jest nieco  w Krakowie i w Małopolsce.

Brakuje mi integracji. Kiedy zapytałam jedną z organizatorek wyżej wymienionego spotkania, dlaczego nie integrują się środowiska kobiece, ale ze sobą konkurują, odpowiedziała, że chce wyrobić sobie markę, a te znane „by ją przykryły swoimi sukcesami”.  Tak to jest. Może więc nie jest prawdą, ze kobiece zarządzanie byłoby lepsze, a ambicje kobiece są inne i współpraca także. Sądy te zdają się być budowane znacznie na wyrost.

Powstanie sto imprez na stu lecie, ale głosów sto wcale nie da jednego potężnego sygnału, że wszystkie razem stanowimy jedno wyzwanie, jeden głos wdzięczności dla tych, które tak walecznie zabiegały o prawo do głosów.

I żal. Po prostu.

Budżet Krakowa 2019

geldMamy już od dzisiaj do dyspozycji poznanie budżetu na 2019 rok. Niewiele czasu na poznanie poszczególnych elementów.  Nowi radni, którzy przyjdą i my wszyscy staniemy się radnymi VIII kadencji dopiero od najbliższej środy i  nie będziemy mieli zbyt wiele czasu na dokładna jego analizę.

A ja po raz kolejny wyrażam swoje zdziwienie  sposobem konstruowania budżetu.

Budżet buduje  prezydent a więc organ wykonawczy i przedstawia go organowi stanowiącemu, a więc radzie miasta. Przyznacie Państwo, że już to zdanie pokazujące praktykę – jest dość dziwne.

Dalej: organ stanowiący poznaje efekt działania organu wykonawczego i stara się, w owym dokumencie zmieścić zadania, na którym mu zależy. Radni mają do czynienia z wyborcami, znają (lub raczej powinni znać) potrzeby swojego otoczenia, tudzież potrzeby środowiska. Wtedy prezydent (urzędnicy) mówią organowi stanowiącemu: chcesz pani/pan zmieścić zadanie? Dobrze, zlikwiduj więc któreś z tych, które my umieściliśmy i wstaw swoje. My oczywiście powiemy wszystkim, a zwłaszcza tym, komu zostało zlikwidowane zadanie, żeś to uczynił pani/pan radna/ radny.

Spędzamy więc całe noce starając się znaleźć w budżecie pieniądze na nasze zadania. Budżet jest spięty i trudno znaleźć zadania, które dadzą się zlikwidować.

Przednia zabawa – przyznacie Państwo. A ja sobie myślę, że mogłoby być inaczej. A na przykład tak: przed konstruowaniem budżetu prezydent (urzędnicy) zapraszają radnych, aby wspólnie zrobić zarys budżetu. Uświadamiają radnym (jeśli ci nie wiedzą), co jest konieczne, co da się przełożyć na później, a co jest potrzebne teraz etc. Konstrukcyjne konsultacje. I dopiero po nich urzędnicy przystępują do budowania budżetu. W międzyczasie rozmawiają z radnymi, analizując ich projekty, negocjują terminy etc. Jakieś wydaje mi się to proste, dialogiczne i nie konfliktowe.

Ale tak nie jest. Przykład: ano bardzo proszę< od wielu lat zabiegałam o zbudowanie basenu na ul. Eisenberga (dawniej był tam basen Polfy). Bywałam u pana prezydenta, prosiłam, nagabywałam. Miał powstać w systemie PPP. Nie wyszło. Upłynął czas, potem trzeba go było wsadzić w budżet kolejny. Nie zmieścił się, więc w kolejny.  Myśleliśmy, żeby ze względu na niedaleką odległość szkoły sportowej był to basen o wymiarach olimpijskich, ale  zmieniła się koncepcja prezydenta.  Chodziłam i prosiłam o pamięć wpisania do budżetu.
Wreszcie jest. No i cóż. Właściwie powinnam być wdzięczna prezydentowi (urzędnikom), że zmieścił się w budżecie. Ale niekiedy tak sobie myślę, że to nie tak być powinno, że nie na wdzięczności (dozgonnej) powinno to polegać, tej wdzięczności zahaczającej nieco na zażenowaniu (ileż to razy musiałam bywać wtedy kiedy mógł prezydent lub pan dyrektor od inwestycji sportowych, a ja musiałam przekładać wiele moich spotkań), ale na wcześniej przeprowadzonych rozmowach, ustaleniach partnerskich.

Nasza praca radnych polega na nieustającym nagabywaniu urzędników, prośbach, PROŚBACH , kokietowaniu etc, a mogłoby być inaczej. Kiedyś pani dyrektor wydziału powiedziała: „jak pani będzie miała jakieś potrzeby , jako radna – to niech pani idzie wcześniej do wiceprezydenta i go zapyta, czy taką potrzebę można zgłosić”. Wtedy przypomniałam pani dyrektor, że podobno my jesteśmy organem stanowiącym. Hmm, ponoć ,ale  jak widać,  jedynie w teorii.

Porady dla przyszłych samorządowców.

Zakończyły się wybory samorządowe. Listy zostały ogłoszone.

I co my tam widzimy: największe poparcie dostali radni dzielnicowi, którzy startowali dorady miasta. Piszę oczywiście o sytuacji w Krakowie, ale zapewne jest tak we wszystkich miejscach.

Największą ilość głosów (najlepsze wyniki) otrzymali przewodniczący rad dzielnic, którzy w trakcie zamkniętej kadencji pełnili funkcje radnego dzielnicowego i radnego miejskiego.

Jak można to podsumować: łączenie funkcji bardzo mi się nie podoba. Dlaczego, ponieważ byłam świadkiem wydarzeń, których nie pochwalam.  Radni dzielnicowi traktują miasto, jako konkurencyjność dzielnic. Dość często  należy przeprowadzić akcję, która przyniesie korzyść miastu, ale partykularyzm dzielnicowy na to nie pozwala i sprawy upadają. Byłam świadkiem, jak wyglądały takie dyskusje: “ja ci nie zagłosuję za twoją dzielnicą – a ty nie zagłosuj za moją.”

Inne wydarzenia: a bardzo proszę : radny dzielnicowo/miejski  zapraszał na obrady prowadzonej przez siebie komisji przede wszystkim mieszkańców swojej dzielnicy etc, etc.

Nigdy nie byłam radną dzielnicową. Patrzę na problemy miasta ponad podziałami dzielnicowymi. Interesuje mnie miasto, jako struktura całościowa. W moim myśleniu – miasto, to zagadnienie  jednorodne.

Jednak, wracając do „poradnika dla przyszłych samorządowców” – w przyszłości zaniknie , mam taką nadzieję, identyfikacja i zwycięstwa poprzez listy partyjne i większy głos dostawać będą lokalni działacze.

Będzie to zwiększało się z biegiem kolejnych  wyborów.

A na razie, w chwili obecnej: starajcie się Moi Przyszli Kandydaci dostać do rad dzielnic (a chyba nie będzie to zbyt trudne), potem zabiegajcie o to, aby zostać przewodniczącym/przewodniczącą rady dzielnicy.  I droga do sukcesów wyborczych do rady miasta będzie otwarta.

Przed Wami, w trakcie pracy w dzielnicach : zapraszania d szkół (a tam dużo rodziców, babć i wujków biorących udział w głosowaniach), przedszkoli (patrz, jak wyżej), naprawiane drogi i możliwość ich pokazywania (radni miejscy na takich uroczystościach nie bywają, a radni dzielnicowi -tak), ulice, podwórka etc.

I zapewniam Was to jest najpewniejsze. Nie z mojego doświadczenia, ale z obserwacji.

 I takie rozwiązanie jest rokujące, jak widać po głosowaniach. A ileż więcej sukcesów..

Ageizm polityczny.

ptaki

W naukach społecznych coraz częściej pojawia się pojęcie ageizmu, czyli dyskryminacji ze względu na wiek. Istnieją koncepcje, że to następny , obok rasizmu i seksizmu problem, z którym powinny sobie poradzić społeczeństwa. Ageizm jest irracjonalnym uprzedzeniem w stosunku do ludzi starszych.

Pisałam już o tym na moim blogu http://jantosmalgorzata.blox.pl/2015/02/Ageizm-czy-istnieje.html . Nie będę powtarzała pewnych, ujętych tam aspektów zagadnienia.

Ageizm to postawa zawierająca w sobie negatywne, stereotypowe nastawienie do osób starszych.

I niestety,  postawa ta szerzy się coraz bardziej, zyskując na popularności. Wiek staje się aprioryczną podstawą dyskryminowania. Nie jest ważne co sobą prezentuje osoba, jakie ma  koncepcje, jak się zachowuje, istotne jest ile ma lat. I coraz popularniejszy staje ageizm polityczny.  Ludzie powyżej pięćdziesiątego, sześćdziesiątego roku życia  stają się – według pewnej demagogii – ludźmi nie przydatnymi do sprawowania władzy. Tak się ich przedstawia. Tych, którzy są w tym wieku i władzę sprawują – traktuje się , jak osoby, które należy usunąć.

Ponieważ jesteśmy na etapie wyborów samorządowych, pojawiają się informacje, że młodzi mają pomysły, inwencję, energię. Odgradzają się od innych, oczywiście tych starszych. Nie podoba mi się taka retoryka. Widziałam w swoim życiu dostojnych, wiekowych „starców” po  pięćdziesiątym roku życia, którzy swoją energią  przenoszą góry i młodych trzydziestolatków, którym się naprawdę nic nie chce.

Społeczeństwa najbardziej cywilizowanych krajów świata odwróciły się od tradycji wcześniejszych pokoleń doceniających wartość doświadczeń ludzi starszych. Świat przewartościował wiek, który stał się balastem, a nie kumulacją mądrości. Teraz jesteśmy w fazie powrotu do korzeni najstarszych cywilizacji: musimy docenić możliwości ludzi starszych między innymi i z tego powodu, że coraz wyraźniejsze stają się problemy demograficzne, a ludzie żyją coraz dłużej. Może z czasem powróci i szacunek dla dojrzałości, a młodość stanie się nie stanem permanentnym i obowiązującym, ale przejściowym, jak to kiedyś bywało.

Nie dajcie się Państwo nabrać na to, że młodzi zawojują świat – mogą to uczynić i świat popchnąć do przodu, do innej, może i lepszej przyszłości tylko wtedy, kiedy docenią wartość dobrego doświadczenia starszych. Zwłaszcza w polityce aspekt doświadczenia jest niebywałą wartością.

Mariaż świeżości z doświadczeniem jest nadzieją na to, że znów my, jako ludzkość nie będziemy zaczynali wciąż i wciąż od nowa.

 

Wybory, wybory

 

dzokej

Wybory. Jesteśmy już na ostatniej prostej. Suweren oczekuje wyścigów, więc je ma: bardziej lub mniej udane. Takie oblicze demokracji sobie wymyliśmy. Teraz władza czeka na łaskawość suwerena, a za czas jakiś sytuacja się odmieni.

Już pisałam o tym: suweren wybiera na podstawie bardzo wielu przesłanek: a to nazwisko, a to uroda, a to skojarzenia etc.

Powstaje , w każdym razie w mojej głowie pytanie: czy wybory pozwalają ochronić godność, wzajemny szacunek etc.  Jakaś dziwna gra się toczy. W wielu wypadkach bardzo mi się , to co się dzieje wokół, nie podoba. Wyborca wybiera  pod wpływem chwili tego lub innego przedstawiciela. Jego wybór i prawo. Głos świadomego suwerena liczy się tak samo – jak tego mniej świadomego. Taka demokracja.

Jednak nie mogę się zgodzić na odbieranie  nam kandydatom walorów, które nas predestynują do pełnienia funkcji we władzach. Powinniśmy mieć świadomość, że jest to oddawanie władzy,  przedstawicielstwa ludziom, którzy będą mieli do dyspozycji ponad 5 miliardów złotych (pochodzących od  podatników). Samorząd własnej kasy nie ma, dysponuje jedynie pieniędzmi podatników.

Tak więc komu oddalibyśmy własne pieniądze – zapewne–temu, kto rozumie ich wartość, zainwestuje perspektywicznie , ich nie zmarnuje  etc. Oddalibyśmy temu, kto ma doświadczenie, wyobraźnię, odrobinę ryzyka  i kto nie zmarnuje. Robienie z tak ważnej sprawy – gry, zabawy wydaje mi się nie na miejscu.

Nie robi się rankingów piękności, śmieszności nazwisk czy wyglądu  wśród prawników, sędziów, bibliotekarzy , powinno  to być także wśród samorządowców i polityków.

Dlaczego o tym piszę? Ponieważ  obraża mnie takie traktowanie ludzi. Grę zaproponował jeden z portali, podjęły inne media. A ja napisałam do wyżej wspomnianego portalu: „Uprzejmie proszę o przyjęcie rezygnacji z mojego ogłoszenia na Państwa portalu. Akcja, którą od jakiegoś czasu Państwo proponujecie dotycząca wyborów, jest według mnie bardzo nietrafiona. Traktujecie Państwo wybory jako zabawę, a jest to, moim zdaniem, sukces demokracji. Trudno będzie mi proponować czytelnikom  oddanie głosu na mnie w miejscu, gdzie przedstawiacie podstawowe walory radnych związane z wyglądem pań i atrakcyjnością dość dziwnie ujętą panów. Radny jest przedstawicielem organu stanowiącego, częścią władzy. Powinien przede wszystkim być przestawiany jako kandydat mający kreatywność, doświadczenie, zapał, inteligencję, bystrość, wykształcenie, a przede wszystkim kompetencje –  ponieważ to stanowi o jego przydatności do sprawowania władzy. Poczułam się stosunkiem Państwa do wyborów zażenowana.

Traktuję swoją pracę w radzie miasta bardzo poważnie. Mam też poczucie humoru, ale widocznie nie starczyło mi go na wzięcie udziału w zabawie.

Baner przygotowałam według Państwa wskazówek. Jednakże będzie mi, dość niezręcznie proponować  moją osobę do rady miasta po tym, w jaki sposób potraktowaliście Państwo kandydatów i wyborców. „

Moja mama mi mówiła: „traktuj siebie poważnie, a tak traktować będą ciebie inni”. I tyle.

 

Kler według Smarzowskiego.

klerwynikiogladalnosci494628articleByłam na filmie o godzinie 13.00. Przebiegałam przez miasto i pomyślałam: smyknę do kina. Były jeszcze bilety i tłumy ludzi. Dziwne, ale przede wszystkich dużo pań emerytek.

Bardzo cenię twórczość Wojtka Smarzowskiego, ale mam także i dystans. Nie wchodziłam z założeniem, że genialny film, ani że kiepski. 

Film, Szanowni Państwo, nie jest o religii i jej nie dotyka. Nie ma żadnej sceny, która dotykałaby jakichkolwiek symboli religijnych.

Film jest o samotności, zagubieniu, zakłamaniu, rozpaczy  konkretnych ludzi. Można pisać bardzo wiele o metafizyce pokazania całego Kościoła, ale to jest nadinterpretacja. Smarzowski we wszystkich swoich filmach eksponuje zło świata i taką ma wizję. Po prostu.

Oczywiście cały problem polega na tym, że Kościół uzurpuje sobie prawo do ocen moralnych, bo taka jest jego rola. Ludzie przychodzą do księży, ponieważ widzą w nich przedłużenie kontaktów z Bogiem. A spotykają takich samych ludzi, jak oni sami. I tutaj jest dysonans pomiędzy oczekiwaniami i rzeczywistością. Kiedyś ktoś powiedział, za czasów pontyfikatu Jana Pawła II –  Polaków ogarnął obłęd uwielbienia dla papieża, a nie głębokie zrozumienie katolicyzmu. I tak to jest.

Smarzowski pokazał ludzi, napiętnował najgorsze przewinienie moralne, zwane przez niektórych grzechem – pedofilię. Niewyobrażalne szkody uczynione dzieciom. I tego nie można pominąć milczeniem, udawać, że nic się nie stało i nie stanie. A taką grę , niestety prowadzi Kościół.

Dobrze się stało. Bardzo dobrze, że powstał taki film. Powinniście go zobaczyć.

Zbliża się rok akademicki. W Krakowie także.

Umieszczam wpis sprzed paru lat. I niestety: nic się nie zmieniło 🙁

Kraków miasto akademickie.

Kraków jest miastem akademickim. Do wyboru mamy 33 uczelnie, z czego 19 to szkoły niepubliczne. Liczbę studentów w  mieście szacuje się na ponad 220 tysięcy . Największą uczelnią jest Uniwersytet Jagielloński, na którym studiuje prawie 39 tysięcy studentów i pracuje ponad 4 tysiące nauczycieli akademickich. Mamy więc czym się chwalić. Jesteśmy najpopularniejszym miastem wybieranym przez absolwentów szkół średnich. I bardzo jesteśmy z tego dumni. Oczywiście Kraków bardzo dużo zyskuje dzięki studentom. To korzyść dla mieszkańców, którzy wynajmują mieszkania, to radość dla właścicieli pubów, kawiarni, kin, księgarń i wielu, wielu miejsc, które ożywiają się w momencie przybycia studentów. Ponieważ wszyscy mamy świadomość, jakim dobrem jest brać studencka, która przybywa do Krakowa, można zapytać, co robi miasto, aby stan ten utrzymać.

W styczniu 2009 oficjalnie uruchomiono portal “Study in Krakow”. Projekt anglojęzycznej strony o studiowaniu w Krakowie jest wynikiem podpisanej w styczniu 2008 roku umowy o współpracy dziewięciu krakowskich uczelni z Gminą Miejską Kraków w zakresie promocji tzw. Krakowskiego Ośrodka Akademickiego. „Study in Krakow” napisane jest w siedmiu językach, ale , jak sprawdziłam, nikt za bardzo tą stroną się nie interesuje. Na przykład społeczne media, a wśród nich facebook, był aktualizowany ostatnio  w lutym 2015 roku.

W Krakowie jest jedna z najlepszych uczelni medycznych. Jednak to nie w Krakowie, ale w Lublinie powołano przy udziale samorządu Klaster Lubelska Medycyna, która stała się platformą współpracy i początkiem projektu związanego z turystyką medyczną. Lublin postanowił stać się miejscem, do którego przyjadą mieszkańcy bogatych krajów, aby tam się leczyć. Prezydent miasta  Krzysztof Żuk wychwalał osiągniecia stomatologii lubelskiej,( ale to przecież Kraków jest miastem, w którym kształci się najlepszych specjalistów). I jak twierdził, „chodzi o to, aby potencjał lubelskiej stomatologii przekuć w projekty biznesowe”. Misją lubelskiego klastra jest budowanie sieci wzajemnych powiązań, wymiany informacji, wiedzy i doświadczeń, mających na celu wsparcie rozwoju branży medycznej i pro-zdrowotnej w Lublinie . W klastrze współpracują 103 podmioty. Przeważającą część, bo aż ok. 80 członków, stanowią podmioty lecznicze (w tym m.in. 4 szpitale kliniczne) oraz firmy produkcyjne z branży medycznej, a także uczelnie i jednostki naukowe, szpitale publiczne, instytucje z otoczenia biznesu i przedstawiciele administracji publicznej. Uzyskano także wsparcie dla projektu od Portu Lotniczego.

We Wrocławiu w Urzędzie Miasta działa Biuro do Współpracy z Uczelniami Wyższymi. Do jego zadań należy, między innymi wsparcie wrocławskich uczelni w realizacji postanowień prawa o szkolnictwie wyższym dotyczących współpracy uczelni z otoczeniem społeczno-gospodarczym, rozwoju kapitału społecznego wspólnoty samorządowej, w szczególności działań związanych ze wsparciem rozwoju talentów akademickich we Wrocławiu. Poza tym Biuro współpracuje z  Wrocławskim Centrum Akademickim, które jest łącznikiem między samorządem  i środowiskiem akademickim. Zostało stworzone i jest finansowane przez samorząd. Pracownicy naukowi i przedsiębiorcy korzystają z pomocy Centrum w realizacji projektów naukowo-badawczych. Centrum koordynuje program Visitin professors. Wspiera integracje środowisk akademickich z biznesem.

Interesująca inicjatywą jest na przykład Akademia Młodych Uczonych i Artystów. Jej członkami mogą zostać osoby do 35 roku życia, które wyróżniają się wybitnymi osiągnięciami naukowymi. Jak piszą twórcy  „Członkowie Akademii tworzą prawdziwie interdyscyplinarne grupy badawcze (np. psychiatria i informatyka, sztuki plastyczne i informatyka, filozofia i matematyka) i prowadzą w swoim gronie projekty naukowe. Obecna na każdym spotkaniu Akademii wielość perspektyw poznawczych jest ucieleśnieniem źródłowych dla nauki idei: jedności wiedzy oraz jedności poznania.”

Warto wspomnieć o programie nazwanym „Mozart”. Jest to działalność polegająca na budowaniu partnerstwa nauki i biznesu. Budżet miasta finansowo wspiera te partnerstwa. Program działa od 2012 roku. Do tej pory rekomendacje uzyskało 137 partnerstwa. W bieżącym roku został ogłoszony nabór na ostatnią edycję. Myślę, że byłoby bardzo dobrym pomysłem skonsultowanie władz naszego miasta z władzami Wrocławia w sprawie  przebiegu programu i jego efektów.

Wrocław w zeszłym roku został wyróżniony przez  Strategy Awards 2016 magazynu fDI Intelligence, który co roku tworzy rankingi miast najbardziej przyjaznych dla inwestycji, o najlepszej strategii rozwoju i łączących w swojej działalności rozmaite dziedziny życia społecznego, takie jak kultura, biznes czy nauka. W rankingu Strategy Awards 2016 zostało docenione właśnie Wrocławskie Centrum Akademickie – wyróżnienie przyznano w istotnej dla rozwoju miasta kategorii „relacje nauki z biznesem”. W uzasadnieniu podano, że ,,Wrocławskie Centrum Akademickie oferuje szeroką platformę porozumienia dla władz miejskich, uczelni wyższych oraz biznesu i ułatwia dobrą współpracę tych trzech grup na arenie miasta. Dodatkowo jest to pierwsza w Polsce inicjatywa tego rodzaju”.

Ciekawe inicjatywy łączące potencjał akademicki z życiem miasta spotykamy także w innych miejscach Polski. Są to bardzo dobre przykłady, z których można by skorzystać poszerzając ofertę współpracy nauki z biznesem, nauki z potrzebami samorządu. Kraków, jak się wydaje, mógłby wciąż jeszcze więcej skorzystać z tego, ze jesteśmy jednym z największych miast akademickich mających na pewno najlepsze uczelnie.

 

 

Relacje partie – suweren.

klamstwoOgłoszono listy kandydatów. Jest 300 kandydatów na 43 miejsca w Radzie Miasta Krakowa. Jak już pisałam wcześniej w tekście http://jantosmalgorzata.blox.pl/2018/08/Czego-uczy-nas-suweren.html  listy są układane według  mechanizmów reakcji suwerena. Argumentów nie będę tutaj powtarzała. Teraz więc zaczyna się wspólna gra. Suweren (nie ten biorący udział i zaangażowany), ale taki suweren uliczny, który mało się interesuje, ale jest na tyle obywatelski, że pójdzie i zagłosuje. Wie, że polityka to świństwo, ale wie także, że miastem musi ostatecznie ktoś zarządzać. Zostawmy więc suwerena i bądźmy mu wdzięczni za to, że pójdzie.

Popatrzmy, w tym kontekście na drugą stronę: układacze list, znają zachowanie suwerena. Wiedzą, że trzeba listy ułożyć tak, żeby weszli ci, którzy wejść powinni. Reszta, jeśli taka zostanie – niech walczy. Obserwuję to od lat i wiem, że zawsze są jakieś niespodzianki. Z listy mogą wejść w danym okręgu 3 niekiedy 4 osoby. Suweren jest niekiedy nieprzewidywalny. Przyznaję. Zmobilizuje się w jakieś grupie i nagle wskakuje ktoś, kto brał udział w Tańcu z Gwiazdami i bum, coś się miesza na listach(oczywiście „Taniec z Gwiazdami” jest symbolem, metaforą, chociaż mnie dotknął ów Taniec kiedyś tam osobiście ;).

Najbardziej mnie denerwują układy z układaczami. Wciąż w moim myśleniu istnieje teza, że jeśli podejmuję się jakiegoś obowiązku – to powinnam pracować. A to jest, Szanowni Państwo, myślenie dość daleko odbiegające od rzeczywistości. Powtarzam: najważniejsze jest mieć dobre układy partyjne z układaczami. I tak sobie patrzę i co widzę: pan/pani  obecna/y radna/y.  Na radzie widywaliśmy ich dość rzadko (zwłaszcza po godzinie 20.00 to już w ogóle), aktywność prawie żadna, zaangażowanie zerowe, a tutaj masz: patrzę i widzę „miejsce biorące”, czyli wysokie (patrz: „Czego uczy nas suweren”). I to, zapewniam, wpływa dość demotywująco na wszystkich.  I mnie się to nie podoba.

Są jeszcze i inne sytuacje: układacze  chętnie by kogoś z listy wywalili, dbając o swoich protegowanych, ale jakoś nie wypada: bo media się doczepią, etc. Zawsze jednak można to wytłumaczyć: że protegujemy nowych, bo starzy zużyci, etc.

A mnie się marzy taka sytuacja w społeczeństwie obywatelskim, że świadomy wyborca będzie miał listę ułożoną alfabetycznie (i gdzie kandydaci nie będą za każdymi wyborami zmieniali nazwisk, aby być wyżej na liście) i będzie wiedział, na kogo powinien zagłosować i to zrobi – wyszukując na liście.

I wydaje mi się, że już przyszłe wybory będą oparte na autentycznych działaczach społecznych, a listy partyjne będą odsunięte. Oczywiście moje marzenia są związane z zaangażowaniem wyborców, a teraz, jak widzę,  ludzi coraz mniej interesuje partycypacja w życiu społecznym.

Tak mi się marzy. Ale jak to było: „I Have a Dream”. I niekiedy sny się realizują J

Finansowanie kampanii wyborczych (przykład Rady Miasta).

kasa_polskaPrzeszłam przez parę kampanii wyborczych. Za każdym razem dziwiło mnie to, iż mało kto wie, jak wygląda ich finansowanie. Jestem więc przekonana, że należy wyjaśnić mechanizmy finansowania kampanii. W każdym razie tych, które są do rady miasta. Mechanizmy te znam i o nich chcę napisać.

Nie można wygrywać wyborów nie dysponując środkami finansowanymi na prowadzenie kampanii wyborczej. Jak przeczytałam, szukając podstaw do wytłumaczenia uzasadnienia limitów na kampanie, wprowadzenie pełnej swobody związanej z pozyskiwaniem środków na taką kampanię oraz ich wydatkowaniem rodzi niebezpieczeństwa, z jednej strony związane z zachowaniami korupcyjnymi, z drugiej – z możliwością monopolu podmiotów, których przewaga finansowa będzie zbyt znacząca w stosunku do pozostałych podmiotów uczestniczących w rywalizacji wyborczej.

Jeśli chodzi o komitety wyborcze partii politycznych to finanse mogą pochodzić wyłącznie z funduszu wyborczego partii, który rzeczona partia winna posiadać. Tym samym niedopuszczalne są inne, zewnętrzne formy transferu środków. W konsekwencji wszelkie wpłaty na kampanię takiego komitetu muszą najpierw zostać wpłacone na ten fundusz, a dopiero następnie przekazane na rzecz komitetu wyborczego. Ma to sprzyjać przejrzystości finansowania takiej kampanii.

Komitety wyborcze są zobowiązane do posiadania rachunku bankowego, na którym będą gromadzone jego środki finansowane. Bezwzględną zasadą jest istnienie wyłącznie jednego takiego rachunku, który zakładany jest w oparciu o zaświadczenie o przyjęciu zawiadomienia o utworzeniu komitetu.

Wracając jednak do rachunku bankowego to wpłata na niego jest jedynym możliwym środkiem wsparcia finansowego komitetu. Dodatkowo również rzeczona wpłata może być dokonana wyłącznie czekiem rozrachunkowym, przelewem lub kartą płatniczą, co pozwala na identyfikacje wyborcy. Tym samym niedopuszczalne stają się wpłaty gotówkowe.

Podstawowe znaczenie dla finansowania kampanii wyborczej mają jednak limity wpłat oraz wydatków dokonywane na rzecz komitetów wyborczych. Określony został bowiem maksymalny poziom wpłat od osoby fizycznej.

Dodać trzeba, iż w sytuacji gdy osoba wpłaci na rzecz komitetu środki przekraczające limit to nadwyżka ta przepada na rzecz Skarbu Państwa. Z drugiej strony ustawodawca zdecydował się ograniczyć wydatki komitetów wyborczych. Limit ten określony jest osobno w wyborach do rady gminy, rady powiatu i sejmiku województwa. Ustala się go poprzez pomnożenie liczby mandatów obsadzanych w okręgach, w których komitet zarejestrował swoje listy oraz maksymalną kwotę, która może być wydatkowana na jeden mandat radnego w danej jednostce samorządu terytorialnego. W przypadku gmin limity te są zależne od liczby mieszkańców gminy..

Komitety wyborcze nie mogą przyjmować wartości niepieniężnych takich jak chociażby bezpłatny druk ulotek czy plakatów czy też darmowe udostępnienie sali na spotkanie z wyborcami. Jedynym wyjątkiem jest możliwość świadczenia pracy na rzecz komitetu, polegająca na rozpowszechnianiu ulotek i plakatów wyborczych. Dodać również trzeba, że za taką wartość niepieniężną powinny być również uznane usługi świadczone na rzecz komitetu, których cena została ukształtowana poniżej wartości rynkowej tego typu świadczeń.

W ramach jednego łącznego limitu wydatków na kampanię wyborczą komitet swoimi środkami dysponować może dowolnie. Jego wewnętrzną sprawą jest, ile środków przeznaczy on na wspólną kampanię wyborczą prowadzoną w okręgach, a ile na promowanie poszczególnych kandydatów. Może się więc zdarzyć, że kandydat do rady miasta z pierwszego miejsca na liście może dysponować na przykład pięciokrotnie czy dziesięciokrotnie większym limitem, niż kandydat z miejsca ósmego.

Dalszym pytaniem jest więc to, skąd się biorą pieniądze przeznaczone na kampanie. Ano stąd, iż kandydat dokonuje wpłaty równej swojemu limitowi bądź większej na Komitet Wyborczy Wyborców. Z jednej strony jest więc dobroczyńcą wspomagającym Komitet. Z drugiej strony dostarcza Komitetowi faktury za usługi wystawione na Komitet Wyborczy Wyborców. Tak więc, Szanowni Czytelnicy, żadna partia nigdy nie wspierała mnie swoimi finansami. Najpierw wpłaciłam wartość swojego limitu na konto Komitetu Wyborczego Wyborców, a następnie dostarczyłam na tę sumę faktury na Komitet Wyborczy Wyborców.

Wszystko odbywa się oczywiście pod nadzorem Państwowej Komisji Wyborczej, która bazuje na sprawozdaniach wyborczych, jakie przedstawiają jej poszczególne komitety wyborcze.

Powyższy tekst był dla mnie bardzo istotny, ponieważ chciałam wyjaśnić wszystkim, iż moja wygrana kampania wyborcza nie kosztuje moich wyborców, ale to ja sama, osobiście będę płaciła za swoją kampanię. Po prostu finansuję  siebie samą. Tak należy rozumieć podpisy pod każdym plakatem, który kompletnie zaciemnia rozumienie finansowania kampanii wyborczej.