A ja nie interesuję się polityką

Arystoteles wiedział, że bez polityki nie ma życia społecznego.

Powtarzam to moim studentom i moim pracownikom. Polityka jest wszędzie: w kostce masła i w cenie benzyny.Nasze wybory i decyzje polityczne są bezpośrednio związane z normalnym życiem. Jeśli coś drożeje, to za tym stoi polityka. Jesli musimy wybierać pomiędzy biletem do kina a nową książką to też za tym stoi polityka. Nie wiem dlaczego tak trudno to zrozumiec. A ludzkie gadanie, że można żyć poza polityką wynika z kompletnej ignorancji.

Polityka to nie emocje to przede wszystkim ekonomiczna kalkulacja. Na przykład zbyt wysokie podatki to unikanie płacenia i wchodzenie w tzw. szarą strefę ergo obniżenie podatków spowoduje zmniejszenie się ilości "skarbowych przestępców" i większe wpływy z podatków. I można tak dalej i dalej. Logika i badania zachowań rynkowych.

P.S. Polecam książkę Fryderyka Bastiata "Co widać i czego nie widać" Z niej cytat: "Niskie podatki potrzebne państwu do zapewnienia bezpieczeństwa obywatelom, są zrozumiałe, wszystkie pozostałe niszczą gospodarkę"

Listy i liście

Zadziwiającą właściwością polityki jest "relatywna pamięć". Z jednej strony jest długa (kiedy, ku mojemu osłupieniu kolega radny powiedział, głosując przeciwko sensownemu rozwiązaniu "byłem przeciw pomysłowi ponieważ Ty cztery miesiące temu nie poparłaś mojej kandydatury …..) z drugiej zaś strony jest niebywale króciutka. Dzisiaj doświadczyłam jej drugiej właściwości: wszyscy: koledzy i koleżanki zapomnieli, że w ostatnich wyborach ktoś (Ktoś) wprowadził ich nazwiska na listki nie wiadomo skąd. Nagle się wzięli i już. Pamiętam swoje wielkie zdziwienie widząc pewne nazwisko osoby, która NiGDY nie pokazała się na jakimkolwiek zebraniu powstającej wtedy PO a została członkiem Rady a dzisiaj w świętym oburzeniu najgłośniej potępiała …taką samą praktykę.

Najszybciej, jak to możliwe, powinny wejść jednomandatowe okręgi wyborcze. Wtedy, w mniejszych okręgach ludzie swoim nazwiskiem odpowiadają przed wyborcami za to co robią. Precz z listami partyjnymi!!!

Jest to najprostsza droga  powrotu zaufania ludzi do polityki. Jeśli kiedykolwiek się to stać może.

Nie dopuszczą zapewne do tego góry partyjne, bo przecież nikt dobrowolnie nie pozbędzie się swoich wpływów na dołach.

Cytat: Ktoś powiedział (ba! jakiś radziecki pierwszy sekretarz), że polityk obiecuje ludziom wybudować most nawet tam , gdzie nie ma rzeki.

P.S. Coś mi się wydaje, że czas sekretarzy znów wraca. Ha.

Ciąg dalszy…

Tak jakby na zamówienie dzisiejszy "Dziennik" (niemiecki a nie krakowski) podaje nam dane raportu Uniwersytetu Łódzkiego. Naukowcy piszą, że wszędzie tam, gdzie wymagane są od pracowników odpowiedzialność czy też decyzyjność tam pracodawcy zatrudniają osoby powyżej 45 roku życia. Sama, jako pracodawca, wiem coś na ten temat. Chętniej zatrudniam osoby starsze, ponieważ bardziej mogę liczyć na ich pracowitość, zorganizowanie i lojalność. Kiedy stawiałam na tych zaraz po studiach, musiałam przeznaczyć więcej czasu na ich "włączanie"  w działalność firmy. teraz, kiedy mam dla swojej firmy mniej czasu przyjęłam pracowników po 40 roku życia. Mogę zostawić firmę i jestem spokojna, że pomyślą "moim tropem" i będą lojalni. Po raz kolejny pokazało się słowo lojalny, lojalni. Myślę, że jest to ważne pojęcie w relacjach międzyludzkich. Pracodawcy cenią sobie doświadczonych pracowników. Małgorzata Domagalik twierdzi: Dojrzałość oznacza życiową siłę. Konsultanci portalu www.pracuj.pl  w swoim raporcie "E-rekrutacja" piszą, że prawie 27% kandydatów na stanowiska specjalistyczne to osoby po 40 roku życia. 80% z nich spełnia wszystkie lub prawie wszystkie kryteria stawiane przez pracodawców.

Głupie jest więc mówienie, że wiek stanowi o sukcesie. Jakikolwiek wiek. Tak naprawdę liczą się umiejętności, talent, charyzma.

Mój dorosły syn śmiał się wczoraj z mojego nieustającego zdumienia spowodowanego pewnym zachowaniem pewnego człowieka. Człowieka, którego (w polityce) reklamowałam i za którego ręczyłam a….  Wtedy przypomniałam mu, że ten rodzaj zdumienia miał juz wielokrotnie miejsce w historii ludzkości. Najsłynniejszym jego wyrazem był okrzyk "I ty Brutusie przeciwko mnie". 

W polityce, w przeciwieństwie do biznesu spotykamy się zasadniczo z róznymi, podstawowymi postawami ludzkimi. Biznes wymaga pewnego "patrzenia w przyszłość", relacje wymagają  pewnych zasad, relacje te są jakby to nazwać poziome. Ludzie prowadzą swoje interesy i są w poziomej zależności od siebie. "Dzisiaj ja ci nie zapłacę a ty spóźnisz się z zapłatą jutro". Istniejemy jakby na tej samej płaszczyźnie. W polityce relacje są pionowe. Ja dążę do tego aby byc wyżej a wtedy podporządkowuję sobie ciebie i już nie ma mowy o zależności symetrycznej. Mówię o równoważnych biznesach i o "politykach". Prawdziwi politycy jak i biznesmeni szanują lojalność. Tylko, gdzie jedni i drudzy są?

Cytat na koniec: "Panie! Nie dopuszczaj do mnie myśli, że powinienem zawsze i wszędzie wypowiadać się na każdy temat."

                                                                Św.Franciszek Salezy

                    

Wymiana pokoleniowa

Wymiana pokoleniowa. William Golding napisał książkę "Lord of the Flies" (przetłumaczoną na język polski "Władca Much") Jeśli czytaliście to pamiętacie fabułę: grupa chłopców na skutek defektu w samolocie dostaje się na bezludna wyspę i tam organizuje sobie życie na wzór dorosłych. To miniaturowe społeczeństwo oparte jest na takich konfliktach,  że prawie ulega  katastrofie. Wypaczenia i skrzywienia doskonalsze niż w społeczeństwie dorosłych. Nazywa to się "uczeń przerósł mistrza".

Golding: cóż za przestroga w tej metaforze.

Pytanie: Starożytni a potem ci, mądrzejsi od nas mówili i pisali, że jeśli chcesz zarządzac innymi najpierw sam się dużo naucz. Czy mieli rację?

P.S. Polecam stronę www.bonedukacyjny.pl

Tytuł 194

Dzisiaj jest środa. dzień sesji rady miasta. Wróciłam wcześniej, ponieważ wszystkim się ostatnio śpieszy.

Dzień paru refleksji i nowych doznań. Człowiek się uczy całe życie.

Kiedyś napisałam tekst wydrukowany w książce poświęconej mojemu intelektualnemu mistrzowi (no chyba Mistrzowi) Władkowi Stróżewskiemu, w którym analizowałam wiedzę o polityce Maxa Webera. Robiłam to, ponieważ zaczełam wtedy zajmować się, może tak naprawdę wbrew sobie, polityką już nie jako teoretyk ale praktyk.

Weber podkreślał (w swojej książce "Polityka jako zawód i powołanie"), że polityka jest dziedziną życia społecznego, w której nie można działać według zasad etyki absolutnej, jednak nie twierdził, że polityka jest tylko grą partykularnych interesów czy też, że nie ma ona w ogóle nic wspólnego z etyką. Pisał, że konflikty polityczne "są walką wartości". No tak, o ile dwie godziny temu, stwierdziłabym, że biedny stary Weber nic nie wiedział o czasach, w których pozostaje jedynie walka bez jakichkolwiek wartości to teraz  powinnam zastanowić się czy jednak nie miał racji. Skąd wzięły się moje pojęcia "wartości". A może wartością, nie moją i chyba nie Webera są pieniądze i władza. I wszystkie inne pomysły dla tzw. "dobra ogółu" nie mają zastosowania.

Weber pisał, że żyje się dla polityki i z polityki.Ale także i  to, że sukces polityczny bynajmniej nie zależy od posiadania moralnej racji (dla której skądinąd trudno znależć obiektywne kryterium), lecz od układu sił oraz i to że  "szlachetne intencje same przez się nie gwarantują, iż skutek będzie równie dobry i szlachetny". Polityk z powołania, polityk zawodowy, może i powinien kierować się tylko etyką odpowiedzialności. Człowiek działający według zasad tej etyki musi umieć trwać przy swoich przekonaniach i bez względu na skutki wypowiadac nieodwołalne non possumus.

Ważne jest więc posiadanie własnych przekonań aby móc ich bronić. Skąd biorą się te przekonania i czy są naprawde tak istotne, aby warte były obrony za dużą cenę. Chciałabym aby tak było. Cenię ludzi, którzy mają przekonania, nawet i takie, z którymi sie nie zgadzam.

Weber pisze (i o nim juz po raz ostatni), że polityka jest twardym zajęciem i że kto chce się wpychać w szprychy koła politycznego, ten musi mieć mocne nerwy i nie byc sentymentalnym.

Niekiedy  takie repetytorium pomaga zrozumieć pewne sprawy. Zrozumieć nie znaczy zaakceptować. Zawsze przecież jest wybór.

O plotkach jutro.

Pytanie: Czy trzeba wszystko za każdą cenę?

Początek

Załozyłam dzisiaj bloga. I zaczęłam się zastanawiać dlaczego ludzie to robią. Jest to rodzaj ekshibicjonizmu. Powodów może byc co najmniej dwa:

1. uważają, że ich obserwacje sa niebywale interesujące i ich wizja świata (patrz "Świat według…") zachwyci i zainspiruje ludzkość

2. piszą , ponieważ mogą przekazać informacje, które nie są zbyt interesujące dla mediów (czytaj niezależnych mediów), media nie chcą , zmieniły preferencje, stawiaja na innych etc.

Pytanie: czy istnieje jeszcze autentyczna troska ludzi o rzeczywistość, która ich otacza?