Kraków toalety :)

Problem ważny. Nie tylko dla turystów, ale i dla każdego mieszkańca naszego miasta. Pisałam o sprawie wielokrotnie. Przy okazji placów zabaw dla dzieci, przy okazji parków, czy tez dużych centrów przesiadkowych.

Wcześniej w Polsce do określenia toalety używano słowa sławojka. Jej nazwa pochodzi od imienia premiera Felicjana Sławoja Składkowskiego, który za cel obrał sobie podniesienie poziomu zdrowotności i higieny polskiego chłopstwa. Po wprowadzeniu w Polsce w życie przepisów prawa nakazujących budowę ustępu na każdej działce budowlanej (1928 rok), premier jeździł po kraju kontrolując wymogi sanitarne powstałych ustępów, co wśród chłopów było tematem licznych żartów.

Pierwsza toaleta z możliwością spuszczenia wody została zaprojektowana w 1596 roku przez angielskiego poetę Johna Harringtona, jednak z powodu braku kanalizacji jego projekt nie cieszył się dużym zainteresowaniem. Wiele lat później, w 1738 roku, spłukiwana toaleta została zaprojektowana przez Johna F. Brondela.A za dwadzieścia lat zegarmistrz Alexander Cummings opatentował  kolanko umieszczane pod muszlą, które zapobiega wydobywaniu się nieprzyjemnych zapachów.

A dzisiaj? Podróżujemy po świecie i wiemy, jak problem toalet jest tam przedstawiany. Brak wolno stojących toalet publicznych to duży problem. Świadczą o tym między innymi konkursy na projekt toalety publicznej, organizowane od niedawna przez firmy z branży sanitarnej we współpracy z władzami wielu miast w Polsce. Dzięki konkursom powstają interesujące projekty, a biorą w nich udział nie tylko studenci, ale także wiele uznanych pracowni architektonicznych.

W parku w Hiroszimie stanęły w 2010 roku toalety zaprojektowane w przez architektów z japońskiego Future Studio. Wyglądają jak poskładane z papieru, według sztuki Origami. W parku znajduje się kilka takich budynków a każdy jest w innym kolorze. Fabiane Giestas zaprojektował publiczną toaletę dla miasta Vittoria – stolicy brazylijskiego stanu Espirito Santo. Co ciekawe projekt Giestasa obejmuje tylko część przeznaczoną dla mężczyzn. Znajdują się tu czarne sanitariaty, fioletowe ściany, futurystyczne lustra i… kobiece akty na ścianach. Publiczne przezroczyste toalety możemy wypatrzeć np. na ulicach Londynu. Produkowane są przez szwajcarską firmę Oloom. Zrobione są częściowo z ciekłokrystalicznego, specjalnego szkła. Napięcie elektryczne powoduje, że gdy toaleta jest zajęta szkło staje się matowe. Publiczne toalety w angielskim mieście Gravesend w hrabstwie Kent, przypominają kształtem wzbijające się w powietrze, wojskowe samoloty. To pomysł projektantów z Plastic Architects. Szara z zewnątrz bryła zaskakuje neonowymi kolorami w środku. Japonia kojarzy się z krajem dbającym o czystość. Nic więc dziwnego, że tamtejsze toalety należą do najnowocześniejszych na świecie. Udogodnienia takie jak podgrzewana deska klozetowa, system automatycznego podnoszenia i opuszczania klapy czy wbudowany bidet nie są żadną fanaberią, a zazwyczaj standardem. Co może być zaskakujące dla turystów, w kabinach WC w japońskich toaletach publicznych można natknąć się na ubikacje kucane. Brytyjski dziennik „The Telegraph” uznał, że najpiękniejszą publiczną toaletą na świecie jest szalet w Ureddplassen nieopodal Gildeskal w. Norwegii. Budynek zaprojektowany przez zespół Haugen/Zohar Arkitekter nawiązuje kształtem do morskich fal, które stanowią jego naturalne otoczenie.

A jak wygląda sytuacja publicznych ubikacji w Krakowie. Wciąż jest ich brak przy Plantach. W 2009 roku okazało się, że sześć WC okrąglaków, za które miasto zapłaciło prawie 300 tys. zł stało, a być może , że i stoi do dzisiaj, po dwunastu latach, przed magazynami Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu przy ul. Za Torem. Wtedy na ich postawienie nie zgodził się wojewódzki konserwator.

Potrzeba zwiększenia miejskich toalet jest wciąż znaczna. Dość często sprawa pojawia się w Budżecie Obywatelskim W jednym z nich, z 2016 roku, możemy przeczytać:” Dokonując własnej oceny należy stwierdzić, że w Krakowie brakuje toalet publicznych zwłaszcza w przestrzeni komunikacyjnej ( pętle tramwajowe, autobusowe, centra przesiadkowe ), rekreacyjnej ( parki ), jak również za mało jest toalet publicznych w przestrzeni turystycznej.”

W maju 2020 roku, po okresie pandemii, kiedy wiele toalet zamknięto, nastąpiło ponowne ich udostępnienie. W zeszłym roku urząd miasta poinformował, że przy każdej rewitalizacji parku miejskiego, powstają toalety. Takie obiekty powstały w parku Jerzmanowskich i nowym parku w Czyżynach. Na 2021 rok zaplanowano stworzenie toalet w „Ogrodzie nad Sudołem”, w pawilonie w parku Lotników Polskich i na Zakrzówku. Oprócz tego sanitariaty zostały ujęte w projekcie rewitalizacji kąpieliska nad Bagrami. Toaleta miała  powstać również w parku Krowoderskim. Sprawdzę, czy tak się stało.

Na koniec podrzucam urzędnikom rozwiązanie, które się pojawiło w Warszawie. Tamże stowarzyszenie „Miasto jest Nasze” zrobiło mapę toalet publicznych w mieście. Można znaleźć w każdym miejscu, w którym jesteśmy najbliższą czynną toaletę. Można także zgłosić problem związany z toaletami służbom obsługującym.

Powiecie, być może, Państwo, że problem intymny, że nie wypada o nim pisać. A jednak tak nie jest. Może będą wśród nas i tacy, którzy zrozumieją rangę poruszanego tematu. Jeśli nie do tej pory, to być może w przyszłości. Szukanie czynnej, estetycznej, zadbanej toalety jest przecież istotnym problemem egzystencjalnym.

Budownictwo modułowe.

Pisałam już wiele lat temu o możliwościach, jakie daje budownictwo modułowe. W Krakowie powstało zaledwie jedno przedszkole zbudowane w tym systemie i na tym się skończyło. Widziałam, w czasie moich spacerów po Krakowie, że istnieją modułowe przedszkola i szkoły powstałe dzięki prywatnym inwestorom. I miło mi było przeczytać, że w wielu krajach świata stosuje się , z coraz większym zaangażowaniem, tego typu budownictwo. W Krakowie wciąż – nie.

Budownictwo prefabrykowane polega na tworzeniu obiektów z gotowych elementów, wcześniej wyprodukowanych w fabryce. Okna to gotowe elementy wmontowane w ściany, które zaś od razu są wyposażone np. w przyłącza elektryczne. Sam montaż na placu budowy trwa około trzech dni. Następnie układane są dachówki, wykonywana jest elewacja i po 10-12 tygodniach można wprowadzić się do gotowego domu. W Europie znaczną część inwestycji opiera się  właśnie o tworzenie lokali z gotowych elementów. Aż 70% domów w Norwegii powstaje z części prefabrykowanych. W Belgii jest to 30%, a w Niemczech ok. 27%.

Domy kontenerowe i hotele modułowe | Budynki z prefabrykatów

A my przecież mamy pod ręką firmy, które stosują takie metody i są zauważane i doceniane na całym świecie. W Polsce powstał najwyższy modułowy hotel świata, który stanie na Manhattanie. Wysokościowiec, który będzie przy  Szóstej Alei, niedaleko Times Square, to dzieło DMDmodular z podkrakowskiej Skawiny. Na początek na miejscu  powstały cztery pierwsze piętra budowane w klasycznej technologii, a w międzyczasie polska firma zaczęła produkować kolejnych 21 pięter. Na placu budowy pojawiają się w pełni wykończone i wyposażone w instalacje oraz meble, gotowe do montażu pokoje hotelowe, których poskładanie zajmie 21 tygodni. W ten sposób wyrośnie nowy hotel sieci Marriott.

Pięć lat temu, także na Manhattanie stanął nieco niższy 18-piętrowy, modułowy hotel Citizem M Bowery autorstwa Polcomu, kolejnej rodzimej firmy wyspecjalizowanej w budownictwie modułowym. To jeden z pionierów tej branży i to w skali całego świata, który swoje projekty umieszcza  w różnych rejonach globu. Są to budynki, które można stawiać bez względu na klimat.  Są tworzone są modułowe przestrzenie biurowe czy mobilne przestrzenie wypoczynkowe. Ten trend tylko się nasili.

Budownictwo modułowe obniża negatywny wpływ na środowisko i koszty inwestycji oraz redukuje czas pracy na budowie aż o 70 procent. W ten sposób powstają już nie tylko szkoły czy szpitale, ale także luksusowe hotele za oceanem czy domy jednorodzinne. Technologia modułowa charakteryzuje się znacznie lepszą gospodarką materiałami, a także ogranicza emisję CO2. Ma to szczególne znaczenie w przypadku inwestycji realizowanych w centrach miast, gdzie prowadzenie prac budowlanych jest często uciążliwe dla mieszkańców i odciska piętno na miejskiej florze i faunie.

Firm zajmujących się budownictwem modułowym w Polsce jest już sporo. Budynki budowane w tej technologii to często prawdziwe perełki architektoniczne, spełniające kryteria nowoczesnej architektury. Budownictwo to nie ma już nic wspólnego z blaszanymi kontenerami technicznymi, jakie pamiętamy z dawnych czasów.

Na popularności zyskuje budownictwo modułowe

Budowanie w systemie modułowym, to nie tylko szybkie tworzenie przestrzeni biurowych, jak napisałam wyżej, ale ich rozbudowanie, czy składanie.

Jeśli więc rząd narzuca samorządom nowe zadania, które musi realizować, to nie powinno się wykorzystywać do tworzenia przestrzeni biurowych gotowych i przygotowanych do pełnienia funkcji budynków szkolnych, ale być może budować budynki modułowe. Nie powinno się zamieniać sal gimnastycznych na podzielone pokoje biurowe. Wybudowanie sali gimnastycznej (która także można postawić w systemie modułowym) jest bardziej kosztowne i skomplikowane, niż postawienie , w trzy miesiące, biurowca w systemie modułowym.

Wiele szkół, a także i przedszkoli (w tym niepublicznych, realizujących wszakże zadania gminy) poszukuje miejsca dla działalności. Coraz częściej spotykane przypadki zamiany budynków szkolnych na biura urzędu miasta wydają się działaniem krótkowzrocznym i mało gospodarskim.  Może ktoś jednak skorzysta z podpowiedzi i szkoła zostanie szkołą.

 

Pomnikoza zagarnia przestrzeń.

Od paru tygodni w mediach toczy się dyskusja dotycząca postawienia w Krakowie kolejnego pomnika. Tym razem sprawa dotyczy przygotowanego do postawienia (w wyznaczonym przez organizatorów miejscu) pomnika Bogdana Smolenia. Kim był bohater wydarzenia – to za chwilę. Na początku trzeba opisać  metodę obowiązującą przy czynnościach stawiania pomników. Sprawy załatwia się następująco: po pierwsze i absolutnie koniecznie należy  uzyskać zgodę na umieszczenie pomnika. Organizatorzy, zapewne przyjaciele Smolenia zrobili odwrotnie: zamówili projekt, następnie go przygotowali, wyznaczyli miejsce i postanowili uzyskać zgodę miasta ( post factum). Tak by miało być.

Zachęcam więc Państwa do uruchomienia wyobraźni: codziennie ktoś umiera, pozostawiając grupę przyjaciół, znajomych, ci zaś, w dowód sympatii organizują zbiórkę pieniędzy, zamawiają gotowy pomnik i komunikują władzom Krakowa, w którym miejscu chcieliby ów pomnik usadowić. I co Państwo na takie rozwiązanie? Czy jesteśmy w stanie wyobrazić sobie nasze miasto za jakiś czas?

Najbrzydsze pomniki Papieza Polaka – Brzeski pomnik na 9 miejscu

Dlatego też, jakby przewidując grożącą miastu totalną pomnikozę, parę lat temu, zaproponowałam, aby w każdej kadencji stawiano ograniczoną ilość pomników. Ograniczenia już istnieją przy nadawaniu przez radę Miasta tytułów Honorowego Obywatela Stołecznego Królewskiego Miasta Krakowa. Tytuł ten jest najwyższym wyróżnieniem nadawanym przez Radę Miasta Krakowa. Stanowi  wyjątkowy dowód uznania dla osób zasłużonych dla miasta lub kraju. Zgodnie z obowiązującą uchwałą na jedną kadencję przysługują cztery honorowe obywatelstwa. Mamy 83 honorowych Obywateli (poza nimi jest pięciu, którym honorowe obywatelstwo zabrano). Historia nadawania tytułu rozpoczęła się w 1850 roku, kiedy obdarzono nim Andrzeja Ettmayera d’Adelsburg – radcę nadwornego, pełnomocnika cesarza Franciszka Józefa I.

Pomnik Bohdana Smolenia. Co z nim zrobić? Fot. Marek Lasyk – Galerie

Inna rangę mają tytuły nadawane z namysłem, z odpowiedzialnością, a inną kiedy wystarczy tylko zgłoszenie. I zamiast 83 obywateli mielibyśmy, posługując się jedynie zgłoszeniami, Honorowych Obywateli 830, czy nawet 8 tysięcy trzysta. Taką samą rangę, jak Honorowy Obywatel Miasta Stołecznego Krakowa mogłyby uzyskać pomniki. Stawiane byłyby po wcześniejszych konsultacjach społecznych. I powinno ich być znacznie mniej, bo, posługując się przytoczonym przykładem tytułów Honorowego Obywatela – ich ranga by wzrastała. Musimy wziąć pod uwagę  także i to,  że pomniki zajmują publiczną przestrzeń. Stawianie pomników gdziekolwiek nie jest możliwe. Istotnym uzasadnieniem jest tutaj opinia konserwatorów: miejskiego i wojewódzkiego. O konieczności czuwania nad przestrzenią publiczną nie będę pisała, ponieważ zdaje się, że jest to sprawa oczywista.

Poza stawianiem obelisków, posągów istnieją przecież i inne możliwości upamiętniania osób: poprzez nazwaniem ulic, skwerów, a także i inne akcje, które pozwolę sobie szerzej opisać. W Krakowie pomnika nie ma wybitna postać, jaką był profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego Kazimierz Wyka, ale grupa jego uczniów, przyjaciół od 30 lat organizuje przyznawanie nagrody im.Kazimierza Wyki polskiemu krytykowi literatury; o monument dla Zbigniewa Seiferta grupa jego wielbicieli się nie starała, ale nazwisko jazzowego kompozytora i skrzypka sławią na cały świat poprzez konkurs im.Zbigniewa Seiferta. Pomnika nie ma Wisława Szymborska, ale tutaj w Krakowie przyznawana jest nagroda literacka jej imienia. Ni wspomnę o Festiwalu Miłosza, Festiwalu Conrada i wielu innych , bardzo interesujących inicjatywach.

Podobna jak obecnie dyskusja zaczęła się przy stawianiu pomnika pułkownika Ryszarda Kuklińskiego. W urzędzie stawili się inicjatorzy pomnika. Jego budowa kosztowała prawie 1,5 mln zł, z czego – jak podała rzeczniczka prezydenta – ok. 1,2 mln zł to dotacja miasta. Inicjatorem budowy pomnika było Stowarzyszenie im. płk. Ryszarda Kuklińskiego. Wtedy również proponowałam, aby stowarzyszenie utworzyło stypendium dla najlepszego absolwenta polskich szkół wojskowych w  wojskowej uczelni amerykańskiej. Jakże dumnie mogło by brzmieć w życiorysie młodego człowieka: otrzymałem, otrzymałam trzymiesięczne stypendium Ryszarda Kuklińskiego w West Point. A jednak zabrakło energii na taką długotrwałą i niełatwą działalność. Pomnik stanął.

Tak więc podsumowując: szanujmy przestrzeń publiczną, bo może jej nie wystarczyć dla przyszłych pokoleń, korzystajmy z innych możliwości upamiętniania osób, o których mamy jak najwyższe mniemanie. Po wakacjach zaproponuję kolejny raz Radzie Miasta projekt uchwały, która będzie ograniczała ilość zezwoleń na stawianie pomników w przestrzeni publicznej.

Mam nadzieję, że powyższe argumenty uzasadniają mój pogląd na sprawę.

Jestem winna Państwu, co zapowiedziałam na początku tekstu, informację dla tych, którzy być może nie wiedzą: kim był Bogdan Smoleń. Najprawdopodobniej młodzi czytelnicy będą potrzebowali takiej wiadomości. Bogdan Smoleń ukończył liceum w Bielsku-Białej i Akademię Rolniczą w Krakowie; W latach 1968–1977 występował w krakowskim kabarecie Pod Budą, którego był  współzałożycielem. Kariera Smolenia, satyryka, artysty kabaretowego w pełni zaczęła się w Poznaniu, gdzie wyruszył za namową Zenona Laskowika. Ma pomniki w Bielsku-Białej i Poznaniu.

Marnowanie światła

 

Zagrożeniem we współczesnych miastach nie jest jedynie smog, ale także hałas. Jednak okazuje się , że nie tylko ze strony hałasu, czy spalin, kopcących kominów rodzi się niebezpieczeństwo, jaki e stwarzają duże konglomeracje.

Fotosmog jest to  inaczej mówiąc –zanieczyszczenie światłem. Istnieje również i inne zjawisko określane tym mianem – znane, jako smog fotochemiczny, smog jasny, biały lub smog typu Los Angeles. Jest smog, który można zobaczyć w postaci ciemnej mgły, kiedy za naszymi oknami jest ciepło. Można go zaobserwować od czerwca aż do września, kiedy temperatura wynosi powyżej 25 stopni i jest słoneczna pogoda. Powstaje przez mieszanie się zanieczyszczeń, przede wszystkim spalin, w powietrzu. Zanieczyszczenia te wchodząc w reakcję ze światłem słonecznym powodują powstawanie między innymi trującego gazu nazywanego ozonem.

Jednak teraz chcę powiedzieć o innym zjawisku określanym także, jako fotosmog. Dotychczas panowało przekonanie, że to uliczne latarnie są głównym emitentem niepotrzebnego światła. Niemieccy naukowcy German Research Centre for Geosciences (GFZ) wyniki swoich badań opublikowali w Lighting Research & Technology, a eksperyment skonstruowany został tak, że wszystkie 14 tys. latarni ulicznych w miasta Tucson w Arizonie  przez 10 dni było przyciemnionych od 1:30 nad ranem. Ich zadaniem była analiza robionych w tym czasie zdjęć satelitarnych. Okazało się, że nawet po tym zabiegu światła wciąż było na tyle dużo, że zanieczyszczało naturalny wygląd nieba. Okazało się, że latarnie uliczne obsługiwane przez miasto odpowiadają za zaledwie 13 proc. całkowitego blasku obserwowanego z kosmosu po północy, a gdyby miasto nie ściemniało latarni ulicznych po północy, wkład wyniósłby 18 proc.

Zaskakująco mały ogólny udział oświetlenia ulicznego w całkowitej emisji światła pokazuje, że polityka zrównoważonego rozwoju związana z oświetleniem zewnętrznym powinna uwzględniać wszystkie źródła światła, a nie skupiać się wyłącznie na latarniach ulicznych.

Argumentów przeciwko nadmiernemu świeceniu w nocy dostarczają kolejne naukowe opracowania, które pokazują relacje między zanieczyszczenie światłem, a zdrowiem ludzi – stąd te określenie, nawiązujące do zanieczyszczenia powietrza. Sprawa zanieczyszczenia światłem nabiera na znaczenia wraz ze zmianami technologicznymi. Głównie chodzi o żarówki LED-owe, które dziś wypierają wszystkie inne, szczególnie jeśli chodzi o oświetlenie miejskie. Ich widmo zawiera bowiem stosunkowo dużo światła niebieskiego – znacznie więcej niż “ciepło” świecących klasycznych żarówek. To właśnie ono utrzymuje ludzi w stanie największego pobudzenia (stąd też nie zaleca się korzystania z tabletów i notebooków tuż przed snem).

W USA powstała organizacja International Dark Sky Community ((IDSP), wspólnota miast, które trzymają się ścisłych zasad jak oszczędzić nadmiar zbytecznego światła.

Na jasnej ulicy w nocy ludzie czują się bardziej bezpiecznie i komfortowo. Jednak można zbudować standardy oparte na podstawowych zasadach: bezpieczeństwa ludzi i oszczędności światła. Opierają  się one na trzech podstawowych zasadach, które sformułowały IDA. Po pierwsze, właściwe ukierunkowanie i osłonięcie źródeł światła w przestrzeni publicznej – w starych ulicznych lampach około 45 proc. światła nie dociera do ulicy, ale oświetla niebo. Druga kwestia to tzw. temperatura światła, która decyduje czy mamy do czynienia z niemal białą, mocno drażniącą lampą LED, czy ze światłem nawiązującym do tradycyjnych, ciepłych źródeł światła jakimi ludzie posługują się od wieków (jak np. ognisko). W tym względzie miara 3 tys. Kelwinów dla IDA jest graniczna. Trzecia kwestia wreszcie to natężenie światła.

Wokół tych reguł podstawowych IDA stworzyło cały model jak miasto powinno zarządzać oświetleniem, aby nie dopuszczać do powstawania fotosmogu. Zaczyna się od typów latarni, którymi można się posługiwać – IDA certyfikuje nawet poszczególne oprawy – a kończy na tym jak należy oświetlać witryny sklepów, aby nie zaśmiecać ulicy.

Do organizacji przystąpiło ostatnio niemieckie miasto Fulda, która opracowała długofalowy plan rewitalizacji oświetlenia w całym mieście.  Program będzie realizować przez niemal dekadę.

Może i Kraków powinien zbudować strategię opartą na perspektywicznej rewitalizacji oświetlenia? Zapewne w ten sposób przygotowałby się na nowocześniejsze potraktowanie zagrożeń, które zapewne już się pojawiły, albo pojawią się niebawem. A przecież Fulda nie jest daleko. Wystarczy dopytać o program i jego korzyści.

Pandemia się skończy. Zawsze się kończy.

Dla większości z nas pandemia wywołana przez koronawirusa SARS-CoV-2 jest mocnym doświadczeniem o niewyobrażalnej skali i konsekwencjach. Warto wiedzieć, że nie jest to ani pierwsza, ani największa epidemia w dziejach ludzkości.

Pandemia grypy hiszpanki, która przetoczyła się przez Europę u schyłku I wojny światowej przyniosła 50 mln, a według niektórych źródeł nawet 100 mln ofiar. W XIX wieku świat borykał się z epidemią cholery, ostrą chorobą zakaźna układu pokarmowego,  z którą  Polsce po raz ostatni mieliśmy do czynienia pod koniec XIX wieku.

W XX wieku doszło do epidemii trzech pandemii grypy. Ponad 100 lat temu ludzkość walczyła z ptasią grypą. Poza hiszpanką doświadczyła populacja ziemi grypę azjatycką i grypę Honk Kong. Przez setki lat ludzie walczyli z ospą. Groźniejsza od niej była gorączka krwiotoczna ebola, która dręczyła mieszkańców Afryki Subsaharyjskiej. Jak pamiętamy w 1981 roku pojawiła się epidemia HIV i choroby wywołanej przez wirusa , czyli ADIS. Pandemia trwa właściwie do dzisiaj. Choruje na nią, do dnia dzisiejszego, ponad 40 milionów ludzi (a połowa z nich zamieszkuje Afrykę).

W 2002 roku pojawił się kolejny wirus SARS, który był przyczyną zakażenia ponad 8 tysięcy ludzi. W 2012 roku niestety musieliśmy walczyć z koronowirusem MARS, przenoszonym przez wielbłądy.

Teraz  przyszło nam walczyć z COVIDEM19. Świat zmienia się po takich doświadczeniach, ale trwa. Niestety, przyjdzie nam mierzyć się z wieloma problemami, co nie znaczy, że i ta epidemia nie przejdzie. Nie wiemy kiedy się skończy, ale jak widać o przytoczonych wyżej historiach, niestety, jest to przypadłość naszego życia. Pandemie się zdarzają.

WHO i naukowcy na łamach prestiżowych periodyków medycznych wskazują, że jednym z ubocznych skutków pandemii mogą być problemy ze zdrowiem psychicznym. Jak reagujemy na społeczny niepokój, zależy w dużej mierze od nas. Trudnym momentem dla większości z nas jest początek epidemii, zaadoptowanie się do poczucia zagrożenia i lęku, konieczności reorganizacji życia, wprowadzenia pewnych zmian. Dr Małgorzata Kowalczyk psycholog, psychoterapeuta, kierownik Zakładu Psychoterapii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi mówi:” To trudny okres, bo działamy pod wpływem emocji, zachwiania poczucia bezpieczeństwa, rytuałów, zmian które nagle trzeba wprowadzić. Ale z drugiej strony to niezbędny czas, który wpływa na to, że jesteśmy w stanie dostosować się do sytuacji, mobilizuje nas do działania, jest motywatorem do przystosowania się.”

Specjaliści podkreślają, że to, jak będziemy znosić kwarantannę czy inne formy odizolowania czy też ograniczania aktywności, zależy przede wszystkim od tego, jakie znaczenie nadamy temu faktowi. Zatem bardzo dużo zależy od nas samych.

Sytuacja jest bardzo trudna psychologicznie. Lęk , jaki wywołuje w nas koronawirus sprawia, że większość czasu szukamy informacji na jego temat, oglądamy telewizję, sprawdzamy wiadomości w internecie, przeglądamy media społecznościowe, które cały czas informują o nowych zachorowaniach, zgonach, rozprzestrzenianiu się wirusa. Psychiatrzy twierdzą, że to wszystko działa na wyobraźnię i wzmacnia lęk. Zdarza się, że popycha do irracjonalnych zachowań, np. do ucieczek z miejsca kwarantanny, zaprzeczania: „Mnie to nie dotyczy”  itd. Włączają się mechanizmy obronne.

Czas epidemii trudny dla osób z zaburzeniami lękowymi.

Co więc robić, poza oczywistym przestrzeganiem zasad higieny: Nie poddawać się atmosferze strachu; Niepokój jest naturalną reakcją, ale ważne, by nami nie owładnął. Należy mądrze korzystać z mediów: w sieci rozprzestrzenia się mnóstwo nieprawdziwych informacji nie przyjmować bezkrytycznie kolejnych sensacyjnych doniesień.

WHO w swoich wytycznych proponuje, aby lęk zamienić na empatię. – To jest bardzo dobre podejście. Lepiej aby nie paraliżował nas lęk o siebie. Zamieńmy to na troskę o innych.

Sytuacja się unormuje. Jak pokazałam wyżej w dziejach ludzkości tak się dzieje.

Wiele miast (Wrocław, Poznań) udostępnia bezpłatną pomoc psychologiczną online.

Obecnie wszyscy znaleźliśmy się w sytuacji nowej, mogącej wzbudzać duży niepokój. Dlatego stworzono bazę łączącą pomagających z potrzebującymi pomocy. Telefonicznie czy przez komunikatory internetowe wsparcie psychologicznie może otrzymać każdy w kryzysie. Kraków zapewne też stworzy takie możliwości. Trzymajmy się razem.

Brak strategii walki z pandemią

 

Zastanawiające jest to, że w krajach Azji, skąd przeniósł się COVID-19, pandemia zwalnia. W Europie i Stanach Zjednoczonych nie jest najlepiej. Jedynie w Niemczech sytuacja się poprawia. Wystarczy popatrzeć na kraje, które sobie radzą najlepiej. I jak najszybciej wziąć z nich przykład.

Analizy medyczne i społeczne opierają się na stwierdzeniach, że pandemia rozprzestrzenia się najbardziej w krajach, w których średnia wieku ich mieszkańców jest najwyższa. To Europa, jak twierdzą specjaliści. Jednak teza nie do końca jest prawdziwa. Jeśli popatrzymy na mediana wieku w Unii Europejskiej to rzeczywiście okazuje się, że wzrosła o 2,7 lat. Jej wzrost zaobserwowano we wszystkich państwach członkowskich UE, przy czym najwyższa jest w Portugalii, Hiszpanii, Grecji i na Litwie. Jednak kiedy popatrzymy na tabele to okazuje się, że kraje Azji nie są zbyt oddalone od danych europejskich, a wręcz odwrotnie : są na czołowych miejscach. Japonia, Singapur, Honkong przodują. Polska jest dopiero na 36 miejscu, a Niemcy na 24. Tak więc to nie starzejące się społeczeństwa i wiek ich mieszkańców są dowodem na tak słabe wycofywanie się pandemii. Ten element analizy jest słaby. Czytaj dalej Brak strategii walki z pandemią

Pies umarł.

Zastanawiające jest i ciekawe, jak to bywa w mediach społecznościowych z istnieniem informowania o śmierci. Tak w ogóle. Zapewne powstanie wiele opracowań, także i naukowych, analizujących to, jaką rolę odgrywają media te w poszukiwaniu wsparcia, współczucia, odrzucaniu samotności. Większość z nas, korzysta z mediów właśnie w tym celu. Mniejszość – traktuje je, jako własny PR, polityczny, społeczny etc.

Mój pies został poddany eutanazji we wtorek. Zaczął cierpieć, potrzebował coraz większej ilości środków przeciwbólowych. Weterynarz powiedział, że może nas spotkać agonia w środku nocy, kiedy pies zacznie się dusić. Była to bardzo, bardzo trudna decyzja. I pierwsza w moim życiu. Poprzednie dwa psy umierały same, bez eutanazji.

Magnus miał niełatwe życie. Przed naszym kontaktem bywał regularnie katowany przez oprawcę. Potem , u nas, staraliśmy się zapewnić mu dom pełen przyjaźni, miłości, bezpieczeństwa. Za swojego wcześniejszego życia często bywał w miejscach, o których mówiło się, że  są zaprzeczeniem jakichkolwiek praw, nie mówiąc o prawach zwierząt.

Magnus był ze mną u prezydenta miasta, kiedy podpisywano umowę z Uniwersytetem Rolniczym w sprawie organizacji grzebowiska. Był więc „psem krakowsko-medialnym”. Niestety, grzebowiska się nie doczekał. I o tym poinformowałam media społecznościowe, bo przecież, w jakimś sensie, współpracował z tymi, którym sprawy zwierząt są nieobce.

Nigdy nie wprowadzam do facebooka spraw intymnych, rodzinnych – facebook jest dla mnie przede wszystkim instrumentem kontaktu z mieszkańcami. Nie przyszła mi ani jedna myśl, żeby napisać o śmierci mojej mamy. Zresztą te informacje o śmierci bliskich nam osób są , jak zauważyłam, traktowane przez uczestników facebooka, z dystansem. Nie za bardzo wiadomo, co napisać pod takim postem.

Za to współczucie wobec umarłych zwierząt rozsypuje się gęsto. Ciekawe nieprawdaż? Może to jest ta „śmierć mniejsza”, mniej znacząca, mniej poważna.  Nie wiem. W każdym razie Magnus doczekał się olbrzymiej ilości dowodów sympatii. Wiele osób go kojarzyło ze zdjęć umieszczonych w lokalnych mediach.

Pies umarł. Smutek wielki.

Nasz John Fitzgerald Kennedy.

Ubolewam, niestety, wciąż nad tym, że nie mamy kandydatki z prawdziwego zdarzenia i że nie będzie kobiety prezydenta. Po prostu jest mi żal. Patrzę na paru facetów, którzy są, tak naprawdę, bardzo do siebie podobni. Różnią ich tylko partie, które za nimi stoją. I przepraszam, jeszcze poziom opanowania języków obcych.

Pomyślałam sobie, że może ktoś kiedyś przeprowadzi analizę wydarzeń i dowie się, przekazując tę wiedzę nam wszystkim: dlaczego w Niemczech,  na Sri Lance,  w Ekwadorze,  w Irlandii – och wymieniać można by wiele –  udało się kobietom zostać prezydentami kraju, a w Polsce jakoś ta samodzielność, przebojowość kobiet jest gdzieś daleko z tyłu.

Teraz jesteśmy świadkami zamiany  Małgorzaty Kidawy-Błońskiej na nowego kandydata – także w stylu, wieku podobnym do pozostałych panów.

Oczywiście w całej grze  chodzi o zmianę prezydenta uwiązanego przy prezesie PiSu na kogoś innego, z innej opcji politycznej. I będzie to zapewne zmiana bardzo istotna dla Polski. Jednak wciąż mi żal, że nie będzie to pani taka, jak  Margaret Thatcher (myślę o samodzielności, zdecydowaniu, jednoznaczności w poglądach). Może takich kobiet w polskiej polityce nie ma, a może , jeśli są, ich się nie lansuje, nie pokazuje, wystawia na prestiżowe stanowiska ?  Panią premier Beatę Szydło także pokazywano (jak obecnie to ma miejsce z panem prezydentem Andrzejem Dudą) jako osobę niesamodzielną, nie mającą własnej mocy.  Merkel była przewodniczącą znaczącej w Niemczech partii przewodnicząca Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej, a u nas eksperymenty z żeńskim przewodniczeniem partii tez nie wypaliły.

Naród polski wybiera kandydata w duchu Johna Fitzgeralda Kennedyego.  Przecież w podobnym do niego stylu  był Donald Tusk (a USA Barack Obama). Nie wiem, czy zauważyliście Państwo właśnie ten styl: swobody, swady, sylwetki. Witania się, dowcipu, lekkości bytu. Kennedy był w podobnym wieku: miał 44 lata, jak został prezydentem. Przystojny, młodo wyglądający, z takim właśnie stylem bycia. Głosowały na niego Amerykanki, bo był młody i przystojny.

Angela Merkel była starsza, kiedy została kanclerzem Niemiec – miała 54 lata, bynajmniej nie przypominała Kennedyego. Nie ten wdzięk, nie ten styl, nie to demonstrowane poczucie humoru, nie ta lekkość obcowania z mediami – a jednak została kanclerzem najpotężniejszego państwa w Europie.

Powstaje wiele pytań: między innymi i to, gdzie się podział Borys Budka? Przy każdym pojawieniu się Kidawy-Błońskiej stał obok, co oczywiście było jednoznacznym sygnałem dla wyborców, jaka będzie samodzielność pani prezydent. Sztab Kidawy-Błońskiej pracował fatalnie, popełniając tysiące błędów. Teraz, przy Rafale Trzaskowskim – Borysa Budki nie ma. Może powstał inny sztab, który na to po prostu nie pozwala, a tamten – wyrażał zgodę. 😉

Oczywiście będę głosowała na Rafała Trzaskowskiego (poza wyżej przytoczonymi argumentami, a przede wszystkim i tym podstawowym, że jest to niezbędne dla Polski) także i z powodu estymy, jaką obdarzam twórczość jazzową jego ojca (żarcik niewielki).  I naprawdę mi żal akcji pod tytułem : opiekuńcza, a zarazem i zdecydowana kobieta, która, oczywiście jeśli byłaby samodzielna i odważna – mogłaby nieco inaczej ustawić funkcjonowanie Polski.

I  czekamy na II turę, w której okaże się, czy jesteśmy w stanie zmienić prezydenta bez wsparcia pozostałych kandydatów.  W Krakowie kiedyś dawno temu, ale ja pamiętam- kandydat na prezydenta Krakowa J.M.Rokita namawiał swoich wyborców do niebrania udziału w wyborach. I dzięki J.M.Rokicie mamy w Krakowie najdłużej w historii miasta działającego prezydenta, który  w zasadzie zawdzięcza to Rokicie.

Mam nadzieję, że rozmowy sztabów już trwają i że nie pojawi się zagrywka w stylu Rokity.

I oczywiście namawiam Państwa do głosowania – nawet jeden głos, każdy, ma znaczenie. Tak myślę.

Przyklejanie mordy.

 

Walczymy z koronawirusem. Ludzie atakują mnie dziesiątkami telefonów, ponieważ tracą pracę, a wierzą w to, że o czymś wiem, a może chcą się wyżalić. A w naszym rządzie, najważniejszą sprawą są wybory. Temu, a nie upadającym firmom, poświęca się najwięcej czasu. I wstyd wielki. Wszyscy to widzą, a więc dobra opinia o politykach nie da się, nawet w mikroskopijnym wymiarze, obronić. Już nikt nie uwierzy w cokolwiek innego. Ludzie w polityce – to najgorszy wybór, przecedzony przez jakąkolwiek uczciwość, sprawiedliwość etc. Od czasów starożytnych, po dzisiaj – wszystko już zostało powiedziane.  Nie ma czego bronić. Są oczywiście i tacy, którzy stają murem za tym, czy innym politykiem, a są i tacy, którzy o Piłsudskim twierdzą, że był mężem opatrznościowym. No cóż o jednych się mówi teraz, o innych będzie się mówiło po ich śmierci.

Czy rzeczywiście jest tak, że polityka zbiera jedynie społeczne szumowiny, nieudaczników, karierowiczów.  Trudno o jednoznaczną odpowiedź.  Niektórzy politycy są nazywani za życia “świętymi”,  chociaż są  … przede wszystkim politykami.

Dlaczego piszę o “oczywistych oczywistościach”? Ano dlatego, że media wspierają, ba, nawet budują taką opinię. Każdy, kto zajmuje się polityką, nawet, kiedy jest samorządowcem musi być skorumpowany, bezczelny, wykorzystujący swoją pozycję. I tak piszą młodzi dziennikarze. Przyznacie Państwo, że jest to smutne, z bardzo złymi rokowaniami.

A co spowodowało moje olbrzymie zdziwienie (bo jeszcze potrafię się dziwić)? Historia następująca: dziennikarz jednej z krakowskich gazet na całą szpaltę objaśnił mieszkańcom Krakowa, że radna/radny (nie będziemy udostępniać personaliów, ani zdjęć)  wchodząc do rady miasta, nie dostała/dostał fuchy w spółce, ale wygrała/wygrał konkurs w firmie X nie będącej spółką miejską. Żenująca informacja, przyznacie Państwo. To tak, jakbyśmy wszyscy się zgadzali na to, że w tym oto celu idzie się do samorządowości, do polityki, aby załatwiać sobie pracę lub swojej rodzinie. I jeśli się tak nie stało – to piszą o tym media. Oczywiście bardzo, bardzo wielu moich znajomych z rady, korzysta  z takich możliwości (o czym dowiaduję się z mediów – i też się dziwię). Jednakże, aby czynić z normalności,  porządności – wydarzenie na miarę cudu – to znaczy, że świat robi się jeszcze gorszy, niż podejrzewamy. Media piszą: “X nie ukradł, a mógł, tak więc X jest bohaterem”. Co się dzieje!

Kiedyś, mój ulubiony Kisiel napisał: ” Coraz więcej  rzeczy rozumiem, lecz coraz trudniej przychodzi wyrazić mi to w słowach”

 

Losy politycznych Małgorzat .

No i stało się to, czego można było się spodziewać. Teraz wystawiona zostanie jedyna gwiazda KO –  Rafał Trzaskowski, który od jakiegoś czasu wygrywa wszystko 🙂  Wydarzenie z Małgorzatą Kidawą – Błońską wypadałoby podsumować. Zapewne takich wniosków pojawi się mnóstwo i zapewne będą bardzo, bardzo negatywne dla pani Kidawy. Moje doświadczenie pokazałoby nieco inne światło dla całego wydarzenia. I oczywiście w innej skali. Pytań związanych z sytuacja byłoby wiele: między innymi i takie: jak to jest, że w wielu krajach (i nie tylko europejskich) kobiety dochodzą do władzy, utrzymują ją i zarządzają. W Polsce jakoś to idzie kiepsko. Nikt nie odważyłby się, jak mniemam, powiedzieć, czy napisać, że Angela Merkel jest osobą zarządzaną przez kogoś, kto stoi tuż za nią. Merkel – zwana przez rodaków – Mutti  (czyli Mamuśka) trzymała rządy Niemiec i partii twarda ręką.  U nas jakoś w wypadku i partii (jakiekolwiek) i rządu nie wychodzi. Może ktoś powie, że była jedna, czy druga pani premier, ale zawsze jakoś były postrzegane nie jako osobowości, ale “przedstawicielki” innych, tych z tyłu krzesła.

Małgorzata K-B po pierwsze musiała się zgodzić na kandydowanie. Zapewne jest osobą ambitną,  z dużą wyobraźnią.  Oczywiście wyniki wyborów mogłyby być zupełnie inne, gdyby odbyły się w normalnym czasie, bez pandemii. Ten szybki czas wyborów byłby dla pani marszałek bardzo korzystny. Niestety stało się, jak się stało. I bardzo wiele błędów popełniono. Po pierwsze z narracją prezentacji kandydatki. Ta prezentacja  była (a miałam takie wrażenie od początku) bardziej pasująca do “obozu przeciwnego”. Stawianie na tradycję, przodków, kontekst historyczny. Nie było dynamiki, doświadczenia kandydatki, a zamiast tego  za dużo .. jej rodziny (tej z przeszłości i to wybiórczo, zapomniano, o tych z członków, którzy nie pasowali do narracji). No cóż.  I niestety bardzo złe wrażenie robiło to, że zamiast wypowiedzi pani marszałek pokazywano szefa partii, który mówił więcej, niż ona (ergo, już na początku wyraźnie prezentowano… brak jej samodzielności).  Przy starciach wyborczych nic i nikt nie zastąpi bystrości odpowiedzi, szybkości reakcji, dowcipu, złośliwości. Umysł człowieka musi być , jak karabin maszynowy.  I trzeba było wiary w zwycięstwo . To widać w oczach, w gestach, etc.  Widać to w człowieku, który idzie po zwycięstwo.  Ale niekiedy można się przygotować na przegraną, ale przegrać też można z klasą.

Przypomniało mi się wydarzenie, które miało miejsce w Krakowie, kiedy PO nie współpracowała, tak jak teraz  (hmm, raczej “współpracowała” ) z prezydentem Krakowa. Odbywało się długie, raczej żałosne poszukiwanie kandydata, który się zmierzy z panującym prezydentem. W zasadzie przegrana kandydata PO była wpisana w przebieg wyborów. To był czas dobry dla prezydenta, długi czas promowania nazwiska, pieniądze na kampanię etc. Oczywiście zawsze mógł się zdarzyć cud. Ponieważ niewielu było takich, którzy podpisaliby się na przegranie (a telefonów było mnóstwo do rektorów uczelni, profesorów, posłów etc). Każdy odmawiał. Wtedy zgłosiłam się do szefa PO. Stwierdziłam, że zapewne, z wyżej wspomnianych względów nie wygramy, a ponieważ jest posucha, kandydaci się nie garną, więc ja przynajmniej nie skompromituję partii, znam miasto, jego problemy, prowadziłam przez 23 lata własną firmę, etc etc. I, co najważniejsze, mogę przegrać – to nie zrujnuje mojej kariery, nie ubliży mojej godności etc. I wtedy zaczęło się , po raz kolejny, piekiełko partyjne (zresztą tak, jak przy poprzednich kontrkandydatach prezydenta, w poprzednich wyborach). Natychmiast powstała opozycja wewnątrzpartyjna.  Zamiast zając się wsparciem, zaczęły się kalkulacje: czy będzie ciągnęła innych za sobą, czy pomoże członkom partii, a zbyt samodzielna, itd.  W dniu zamknięcia zgłoszeń jeszcze członkowie partii (w tym dość aktywny konkurent z list partyjnych w moich dzielnicach) wydzwaniał po uczelnianych profesorach pytając, czy nie zechcieliby być kandydatami na prezydenta miasta. I wtedy coś we mnie zawrzało, wściekło się we mnie. I złożyłam rezygnację. Przykre to jest i smutne. Brak wewnętrznej spójności, stawanie murem za kandydatką (jak uczyniono to w przypadku Małgorzaty Wasserman).  Moja następczyni w kandydowaniu zaczęła od tego, że zakomunikowała mediom, że pan obecnie funkcjonujący prezydent jest….. bardzo dobrym prezydentem, a ona startuje, bo jeśli staruje Jantos – to ona tez może. 😉

Wracając do pani marszałek –  bardzo jest to smutne i przykre. Myślałam sobie, że może i u nas w Polsce, w tych trudnych czasach, przychodzi moment na naszą rodzimą Mutti, że kobieta  stworzy poczucie stabilizacji, opiekuńczości,  że zjednoczy opozycję. I jest mi po prostu żal.

A tak na koniec żartując, może to nasze imię skazuje nas w Polsce na przegraną, a może tylko się udało Małgośce Thatcher 🙂  Bardzo samodzielnej, za która nikt nie miał odwagi się wypowiadać w mediach.