
W sondażach wychodzi, że Polacy nie znają polityków, nie wiedzą na kogo głosować, w ogóle nie obchodzi ich polityka. Fantastyczny materiał do manipulacji, zwłaszcza przed wyborami. Politykom bardziej zależy na emocjach, a nie na wiedzy. Kiepsko u nas z edukacją polityczną, jak i i w ekonomiczną.. Wiedza polityczna w Polsce jest bardzo kiepska. Niski poziom wiedzy politycznej służy każdej klasie politycznej. Prof. socjologii Jacek Raciborski mówił:”. Mamy sondaże, a w nich duża część odpowiedzi jest przypadkowa, bo ludzie nie mają wiedzy. Świadomość polityczna są w bardzo dużym stopniu uwarunkowane przez wzorce odbioru mediów.”
Ludzie się nie interesują, a politycy to wykorzystują. Powstały plemiona pozornych adoratorów PiSu i KO (dlaczego pozornych? Ano dlatego, że wyborcy naprawdę nie znają programów – które zresztą są niejasne i podlegają zmianom, właśnie ze względu na emocje wyborców). To jest pewna wersja starej maksymy „Dziel i Rządź”, żeby nie tylko dzielić i rządzić skłóconymi ludźmi, ale żeby dzielić percepcję. To liczenie na to, że ludzie nie połączą kropek. I jak już teraz widać: w Krakowie, przed wyborami, jest kłopot z łączeniem kropek.
Max Weber, o który już tutaj pisałam: głosił: kiedy polityka staje się głównym źródłem utrzymania, partie polityczne mogą przekształcić się w „gildie interesantów”. Głównym celem polityka przestaje być realizacja programów, a staje się obsadzanie stanowisk (synekur) swoimi ludźmi, aby zapewnić im i sobie byt ekonomiczny. To prosta droga do nepotyzmu i utraty ideowej przyzwoitości. I tutaj jest ostrzeżenie, którego nie widać w myśleniu Krakowian.

